wtorek, 22 kwietnia 2014

12.

~*~

Naciągnęłam na siebie jeansy, tuż po ubraniu bluzki. Przejrzałam się w małym szpitalnym lusterku... co oni się boją że ktoś je ukradnie. Czy boją się że, ktoś zobaczy siebie w całej okazałości. Odkręciłam wodę, po czym ochlapałam swoją twarz by się rozbudzić. - No oczywiste. - burknęłam pod nosem zirytowana brakiem jakiegokolwiek papieru lub ręcznika papierowego. Podniosłam bluzkę ku górze wycierając mokrą twarz, zostawiając mokre ślady na białym T-shircie, na co się skrzywiłam. Usłyszałam donośnie pukanie w drzwi toalety. 
- Już ! - krzyknęłam w stronę drzwi. Ciężko wypuściłam powietrze, rozluźniając swoje napięte mięśnie.
Gdy ktoś po drugiej stronie nie przestawał dobijać się, gwałtownie otworzyłam drzwi w celu nawrzeszczenia na osobę x. 
Pokręciłam głową z niedowierzania, a oczy wytrzeszczyłam. Nie spodziewałam się go tu.

- Harry  ? - zmarszczyłam brwi
- Adelaida ? - nie, cycata czarnowłosa ...
- Jak widać.. Co tu robisz ? - chłopak zmierzył mnie swoim wzrokiem
- Wychodzisz ? Już ? - teraz jego brwi powędrowały ku górze 
- Na to wygląda. Dobrze się czuje, więc nie ma żadnego powodu by mnie zostawić. 
- Ohh.. Przyjechałem dać Ci to.. - podniósł reklamówkę z produktami spożywczymi na wysokość moich oczu.. 
- Styles... Ale po co mi DUREX`Y  !? - loczek od razu spalił buraka
- To moje, sorry. - wyciągnął fioletową paczuszkę z reklamówki, wpychając w tylną kieszeń swoich obcisłych spodni.
Staliśmy chwile milcząc, to była nawet przyjemna cisza. Jego zielone oczy wpatrzone w moje brązowe. W pewnej chwili przygryzł swoją wargę, a ja nie myśląc nad czym co robię oblizałam swoje. Na Stylesa twarzy pojawił się wielki łobuzerski uśmieszek.
Ciszę przerwała pielęgniarka, która nie weszła do mojego pokoju, tylko wleciała. 
- Panienko wypis jest gotowy. - pokiwałam głową potwierdzająco, a zarazem posłałam jej wielki uśmiech
- Wypis gotowy panienko - pielęgniarka wyszła z " mojej sali", a Harry nie naturalnym piskliwym głosem zaczął parodiować kobietę
- Przestań ! - fuknęłam w jego stronę
- Tak, jest panienko ! - wykonał ruchy jak żołnierz w wojsku, na co zaczęłam się cicho śmiać. 
- Jesteś nie możliwy.. 
- Idź po ten wypis, a ja wezmę twoją torbę. 
- Dzięki. - WOW, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, zarazem parę godzin był bardzo wkurzony, a teraz tryska humorem. Chyba wyśle go na badania. Psychiatryczne...


~*~

- NIE, nie, nie, nie ! -  wrzasnęłam do chłopaka obok
- Nie kłuć się ze mną, jesteś mi coś winna ! - odpowiedział tym samym tonem, co ja. 

Pełna obaw, chciałam już zsiąść z motocykla, ale Harry przytrzymał mnie w talii. Pochylił się tak, że dotknęliśmy się czołami. Znieruchomiałam. Mój oddech stał się płytki. Styles uśmiechnął się.

- A ty gdzie się wybierasz ? - szepnął uwodzicielsko - Jedziemy do domu. Uwierz mi, to nic takiego, milion razy to robiłem i nic mi się nigdy nie stało, widzisz? To co, możemy jechać? Przekonałem panienkę ? - poruszył znacząco brwiami.

Struchlała pokiwałam głową. 

- Harry? - zapytałam, kiedy siadł za kierownicą.
- No?
- Jedz ostrożnie. - byłam taka przerażona
- Oczywiście - odparł z uśmiechem
nieg­rzeczne­go chłopca - Musisz mnie chwycić w pa­sie.
- Co? - No rac­ja, prze­cież to oczy­wis­te, że muszę to zro­bić. Miałam ochotę się walnąć za swoją głupotę. - Może jed­nak mogłabym...
- Daj spokój, to nic trud­ne­go - mówiąc to sięgnął po mo­je ręce do tyłu. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy ich dot­knął. Następnie położył je na swoim brzuchu trzy­mając je przez chwilę. W końcu odez­wał się do mnie.
- Może le­piej zam­knij oczy. Początki by­wają trochę trud­ne. Dla niektórych - do­dał ze złośli­wością, po czym do­dał ga­zu. Mo­tocykl pog­nał do przo­du.

___________________________________________

Proszę, mam nadzieje że wam się spodoba. W czasie świąt odkryłam kolejną rzecz, którą pokochałam. TAK, to robienie zwiastunów :D TSAAA Może nie są tak świetne, ale to że są moje, że są zrobione tak jak ja tego chcę. Wszystkie detale.. BOZIU ! ♥



PROSZĘ WAS O KOMENTOWANIA, BO DOŚĆ ŻE MAŁO OSÓB KOMENTUJE TO I TAK POŁOWA ZACZĘŁA TO OLEWAĆ, A NAPRAWDĘ NIE WIECIE JAK TO MOTYWUJE ... :) 


Ps. Jeśli chcecie zobaczyć jakieś moje dzieło, w postacie zwiastunów to poprzedni post jest właśnie z nimi :)

piątek, 18 kwietnia 2014

11.

Przyłożyłam rękę do bolącego, a zarazem piekącego miejsca. Swoimi palcami natknęłam się na skrawek jakiegoś materiału. Pewnie to był opatrunek. Otworzyłam swoje brązowe oczy, rozglądając się po pomieszczeniu, w który w czas teraźniejszy się znajdowałam. Jest to niewielka biała sala, mogę spokojnie powiedzieć że jestem w szpitalu. Chwila zaraz! Ktoś leży przy moich nogach. Po mimo bólu, pomału uniosłam się na łokciach. Leży tam anioł, a tak naprawdę Harry, który słodko śpi. ON, mnie uratował, dzięki niemu żyje. Boże, przecież on mnie zabije.. Jak mu powiem co zrobiłam. Postanowiłam na chwilę zapomnieć o tym problemie. Zasnęłam.

~*~

- Ooo.. Cześć! Już wstałaś. - odezwał się swym ochrypłym głosem, który powodował że mój żołądek fiknął koziołka. Na mojej twarz pojawił się mały uśmieszek.
- No tak... - chłopak położył kremową tace z kanapkami i herbatą koło łóżka, po czym usiadł koło mnie. Przyglądał mi się. - Harry ...?
- Hmm ? - mruknął nie odrywając swoje wzroku z mojej osoby.
- Po pierwsze przestań się tak gapić bo czuje się nie zręcznie w tej sytuacji. - oznajmiłam, na co zielonooki się chyba speszył. Niee, nie możliwe.
- Przepraszam. - teraz irytowało mnie to że wybrał sobie za cel obserwacji parujące kubki.
- Kiedy stąd wyjdę ?
- Może za tydzień.. - odpowiedział obojętnym tonem.
- Żee co !? - szybko wstałam, czego od razu pożałowałam, gdyż wylądowałam w ramionach Harrego, który zaś mnie ratuje.
- Żartowałem, jeśli będzie wszystko w porządku, to dziś.
- Dziękuje za szczerość mój bohaterze. - przewróciłam oczami i wyrwałam się z jego objęć. Tym razem usiadłam koło niego.
- Pielęgniarka zostawiła śniadanie dla ciebie. - wskazał ręką na tace. 
- Nie jestem głodna. 
- Okeey, więcej dla mnie. 
- Dobra dawaj mi tu jedną kanapkę, nie pozwolę byś przytył. - na twarzy mojego towarzysza zagościł słodki uśmiech, wyglądał tak niewinnie. Tak, normalnie.
- Dzięki. - wzięłam jedną kanapkę z talerza, który Harry przyłożył mi prawie pod nos.
- Nienawidzę jedzenia szpitalnego.. Już w więzieniu lepiej karmią ! - usłyszałam jego charakterystyczny ochrypły śmiech.
- Skąd to możesz wiedzieć ? - wypowiedział nadal się śmiejąc.
- Ehh.. no wiesz, ma się te znajomości. - dałam mu kuksańca. Uff dzięki Bogu już nie wypytywał się o nic.
- Jak się czujesz? - no i nastrój się diametralnie zmienił..
- Dobrze, boli ale da się wytrzymać. - uspokoiłam chłopaka.
- Mam zadzwonić do Beth ?
- Nie. Nie ma takiej potrzeby, nie chcę jej martwić. - oznajmiłam.
- Ja muszę na chwilę wyjść. - wstał, a mój wzrok podążył za jego ciałem, tak cholernie seksownym ciałem.
- Nie zostawiaj mnie.. - zrobiłam smutną minę.
- Tylko na chwilę, muszę wyprowadzić naszego psa. - popatrzyłam na niego jak na jakiegoś wariata.
- Co ?  - zmarszczyłam brwi.
- No naszego Tygryska, przecież go uratowałaś. Chyba nie myślałaś że go zostawię.
- Zabrałeś go..? - zapytałam z niedowierzaniem. 
- Na to wygląda. 
- Czyli masz serce.. - mruknęłam.
- Na to wygląda.
- Powtarzasz się ! - nastała cisza, a do głowy wróciło wspomnienie smsów. - Jeśli możesz się nim zaopiekować to ... nie będzie problemu z dzieckiem. - moje serce przyśpieszyło, a Harry wstał jak poparzony.
- Co masz na myśli ? - zmierzył mnie swym lodowatym spojrzeniem, a oczy mu pociemniały.
- Zaopiekujesz się tym dzieckiem ! - uniosłam głos.
- Czytałaś moje smsy !? - jego oczy pociemniały.
- Tak! I nie możesz tego tak zostawić !
- To jest tylko NASZ problem! - zaakcentował wyraźnie słowo nasz.
- Harry, proszę Cię.. - wstałam, po czym chwyciłam chłopaka za rękę. - Napisałam do niej.. 
- CO ZROBIŁAŚ  ?! - przerwał mi. - Wiesz co, nie wiedziałem że jesteś taka wścibska. Gdzie mój telefon ? 
- W torbie.. - chłopak rzucił się do szafki, przy moim łóżku wyciągając mój plecak i wyrzucając z niego wszystko na podłogę. Gdy wypadł jego telefon, chwycił go mocno i wyszedł, trzaskając drzwi.


Przecież wiedziałam że się wścieknie, więc nie mam czym być zaskoczona. Zaczęłam wszystko wkładać do plecaka, by uporządkować to co Styles narozrabiał. W pewnym momencie do sali weszła tęga pielęgniarka, z łagodnym uśmiechem. Wyglądała bardzo miło. 
- Panienko, lekarz Forbs, prosi Cię do gabinetu. 
- Już idę. - wsadziłam plecak do szafki. Po czym skierowałam się do miłej kobiety.
- Dojdziesz o własnych siłach, czy może potrzebujesz wózka? - zapytała się, widać że się interesowała pacjentami.
- Nie dziękuje, pani. - szłam z kobietą, która przyprowadziła mnie do białych drzwi. Zapukała lekko i weszła do środka.
- Przepraszam panienka Kane już jest. - oznajmiła lekarzowi.
- Proszę ją wpuścić. - otworzyła mi drzwi. 
- Dzień dobry pani Kane. - siwy lekarz wstał i podeszdł do mnie wyciągając do mnie rękę.
- Dzień dobry. - odezwałam się cicho.
- Jak pani głowa? 
- Dobrze, kiedy będę mogła wyjść ?
- Możemy sobie mówić na ty? 
- Tak oczywiście nie mam problemu.
- Mam dla pani złe wieści.
- Tak?
- Umierasz Adelaido. - powiedział smutny, na to miast ja nie byłam zaskoczona.
- Wiem. 
- I nic z tym nie robisz ? - zdziwił się.
- Nie, dowiedziałam się o tym rok temu, zostało mi jakieś dwa miesiące życia.. - zamyśliłam się. - Chyba tyle. Nie chcę żadnych chemioterapii, bo wiem że to nic mi nie pomoże, tak zginęła moja babcia. Chcę żyć w pełni, a nie siedzieć cały czas w szpitalu.
- Przykro mi to słyszeć, ale widzę że już nic Cię nie przekona. - pokiwałam przecząco głową.
- To w takim razie za godzinę będziesz miała wypis.
- Dziękuje, do widzenia. - wstałam i wyszłam z gabinetu. Wiem co robię, czuje to. 
Nawet o tym nie myślę. Chcę zapomnieć. 

_____________________________________________________

O FUCK! Okropny mi wyszedł, ale macie :*  Będę pisać dalej, widzę że w miarę dużo osób to czyta, tylko nie piszę komentarzy. WY LENIUCHY :D
Nie no zobaczycie jak się potoczy dalsza historia Adel. :) Zapraszam do komentowania. :*

niedziela, 13 kwietnia 2014

10.

~*~



Szybko od kluczyłam drzwi, w które ktoś agresywnie walił. Przed oczami ukazał się wykurzony Lou. Bez żadnego przywitania, prawie siłą wtargnął do domu.
- Lou ? - zmarszczyłam brwi, nie spodziewałam się go tu.
- Styles, dziwko wiem że tu jesteś! - Wrzeszczał na cały regulator, jego pięści były mocno zaciśnięte, a twarz czerwona ze złości.
- Co ty robisz ? - wchodził w tą i wew tę, otwierając każde miejsce gdzie mógłby się zmieścić Harry. - Nie ma go tu ! Możesz wyjść !? - krzyknęłam do chłopaka, który mnie zignorował i kontynuował swoje poszukiwania. 
- Weź nie pierdol ! - krzyknął rozwścieczony.
- Okey. Szukaj sobie go tu, a jak łaskawie będziesz chciał wyjść, powiadom mnie bym mogła zamknąć drzwi, żeby taki idiota jak ty nie mógł już wtargnąć na teren prywatny.- przeszłam koło niego, zmierzając do kuchni. Mam nadzieje że Harry to usłyszał i się dobrze schował..
- Dobra, dobra. Przepraszam! - stanął przede mną, zagradzając mi wyjście do kuchni.
- Nie wiem co się stało, ale naprawdę go tu nie ma. Skąd w ogóle ten pomysł? - spytałam poirytowana całą tą sprawą, niech tylko wyjdzie.. Chłopaka przede mną zatkało, po prostu wmurowało. 
- No spoko, widzę że argumenty są przekonywujące. - na twarz chłopaka wkradł się uśmiech.
- Chciałem zobaczyć Cię z samego rana. - zażartował, a na jego twarz zagościł ciepłu uśmiech.
- Hahaha, dobra. Spadaj już . - otworzyłam mu drzwi wyjściowe. 
- Do zobaczenia piękna! - Lou wyszedł, po czym zatrzasnęłam za nim drzwi.

Stanęłam na środku holu, rozmyślając co się stało. Co Styles mógł zrobić!? Hmm.. Do moich uszu doszedł głos odpalającego auta, podbiegłam do okna. Gdy chłopak odjechał z przed domu, musiałam porozmawiać z Harrym.
- STYLES!!! DO MNIE ! TERAZ! - wrzeszczałam, a dom rozszedł się moim krzykiem.
Loczek, był już ubrany i wyglądał nieziemsko. Biały T-shirt, przez który prześwitywały liczne tatuaże i dopasowane jeansy, a białe conversy uwydatniały jego duże stopy. Zachichotałam pod nosem. 
- Taak mamo ? - stanął na przeciw, oczywiście musiałam podnieść głowę, gdyż zielonooki górował nade mną wzrostem. Ehh.. Geny..
- Coś ty narozrabiał ? - chłopak zbladł, a jego uroczy uśmieszek zszedł mu z twarzy. Chrząknął zakłopotany.
- A co ja zrobiłem ?
- Co zrobiłeś Lou !? - wyjaśniłam.
- Rozdziewiczyłem jego siostrę ? -  odpowiedział, a raczej zapytał. Moja szczęka w tej chwili się znajdowała przy podłodze, a oczy wytrzeszczyłam tak że zaraz mi z orbit wyskoczą. Ten chłopak z niczym nie ma problemu.. Nie ma już kogo zaliczać.
- Okey, zrozumiałe.. ŻE CHCIAŁ CIĘ ROZSZARPAĆ! - podniosłam głos. Widać było po jego minie że to nie wszystko. Przetarł kark, patrząc na mnie i nie wiedząc czy mi powiedzieć dalszą część.
Chłopak natychmiastowo bez słowa odwrócił się do mnie tyłem, z zamiarem opuszczenia domu.  
- Jest w ciąży! - Drzwi zatrzasnęły się za nim, a ja znieruchomiałam.
Nie wiem o czym myśleć.. Przecież to nie moja sprawa.. Ale powtórzę jeszcze raz STYLES TO DUPEK!



~*~

Gdy zjadłam już lekkie śniadanie, czyli płatki czekoladowe. Bo mleka już nie było lub po prostu jestem ślepa i nie zobaczyłam.  Poszłam na górę w zamiarze wzięcia szybkiego prysznicu i ubrania się. Dziś raczej będę musiała sama zatroszczyć się o siebie, gdyż Zayn jeszcze nie było. Wyciągnęłam z szafy koronkową bieliznę i zestaw, który miałam w zamiarze się dziś w niego wcisnąć.
Po godzinie byłam już gotowa, przeglądałam się w lustrze poprawiając moje pofalowane włosy. 
Nagle w moim pokoju rozbrzmiał się znów ten sam dzwonek, co rano.
- Ten idiota zapomniał telefonu.. - pomaszerowałam do pokoju, a moje oczy ujrzały wibrujący telefon na ziemi. Podniosłam go, a na wyświetlaczu ujrzałam tą samą czarnowłosą co na wyścigu, tylko że w tym wypadku gołą, która pozowała przed aparatem Stylesa. Natychmiast odrzuciłam połączenie, a gdy chciałam odłożyć na biurko usłyszałam dźwięk sms-a . Od­czy­tuję wiado­mość , pier­wsze dwa słowa brzmią ` kocham Cię ` . Komórka spa­da mi na­tychmiast na podłogę , mój od­dech przyś­pie­sza . Po­now­nie od­czy­tuję ... ` kocham Cię , jeśli chcesz bym usunęła dziecko. Zgadzam się! Dla ciebie wszystko, zależy mi na tobie... Proszę, tylko mnie nie zostawiaj... `
Ci mężczyźni którzy nakłaniają swo­je ko­biety do abor­cji po­win­ni naj­pierw usunąć tą część ciała która spra­wiła że zais­tniała da­na sytuacja.... 
Spodziewam się że jeśli Styles dowie się w co go wrobiłam zabije mnie, ale nie mogę tego tak zostawić. Wystukałam na dotykowym ekranie wiadomość do dziewczyny o imieniu Paulin, tak przynajmniej ma ją zapisaną ` Nie usuwaj ! Spanikowałem ! Wychowam razem nasze dziecko. Kocham Cię i nie zostawię! ` 
Może i mnie to nie do­tyczy, ale na pew­no obchodzi.

Wyłączony telefon, tym razem schowałam do swojego plecaka. Musiałam dotrzeć na przystanek, który widziałam wczoraj, kiedy przejeżdżaliśmy koło niego. Jestem wypełni nadziei że będzie kursował jakiś autobus, którym zdążę na lekcję.
Zamknęłam drzwi, sprawdzając drugi raz dla pewności czy są zamknięte, po czym w spokoju skierowałam się na przystanek.

~*~

Byłam parę kroków od przystanku gdy usłyszałam skuczenie, a zza rogu wyszedł pies, który kulał. Rasy nie mogłam określić, raczej był mieszany, ale był uroczy, jego złota sierść pasowała do jasno niebieski oczy. Klęknęłam przed nim głaszcząc.
- Gdzie ty jesteś śmieciu !? - do moich uszu dotarł męski krzyk.
Pies przybliżył się do mnie, jakby się bał. Popatrzyłam przed siebie i ujrzałam jakiegoś łysek mężczyznę koło dwudziestki z kijem bejsbolowym, miał chytry uśmiech.
- O TU JESTEŚ! - krzyknął głośniej na co pies schował się za mną.
- To jest pański pies ? - zapytałam poważnym tonem.
- A co kurwa, nie widać ? - odpowiedział rozbawiony, na jego kiju bejsbolowym zauważyłam krew. Przed oczami ukazał mi się obraz gdy bije tego psiaka. 
- Nie. - wyprostowałam się.
- Mała odsuń się bo skończysz gorzej niż on za chwile.
- To czekam. - przypływ adrenaliny spowodował iż wcale nie odczuwałam strachu przed tym obleśnym typem, moje myśli były przy tym zdarzeniu gdzie ofiarą była moja siostra. Może jemu zdołam pomóc.


Przewróciłam się na chodnik, a przez całe ciało przeszedł przeszywający ból. Z ledwością otworzyłam oczy, mężczyzna szykował się do drugiego zamachu. Na co zamknęłam oczy, lecz usłyszał tylko jego jęk. Harry przygwoździł go do ziemi, zadając silne ciosy w twarz. Nie mogłam się ruszyć, gdy usłyszałam charakterystyczne 'chrupnięcie' na znak, iż któraś jego kość nie wytrzymała ciosu. Po chwili mężczyzna nie wydawał z siebie żadnych dźwięków, tylko leżał nie przytomny na chodniku, cały zakrwawiony, Styles wstał i podszedł do mnie.
- Ty się niczego, kurde nie boisz. - klęknął koło mnie. Ujrzałam jego zniewalający uśmiech, po czym straciłam przytomność. Przynajmniej dobry koniec...

----------------------------------------------
Chujowy wyszedł mi ten rozdział, idę się popłakać. ;( Pozdrawiam Rory...

środa, 9 kwietnia 2014

9.





~*~



W środku nocy wyrwał mnie ze snu jakiś trzask. Znieruchomiałam z twarzą przyciśniętą do poduszki,
w stanie najwyższej czujności. Beth wyjechała do swoich rodziców, a zarazem dziadków Zayna na miesiąc, więc byłam zmuszona do nocowania sama w tym ogromnym domu. Zayn oczywiście pojechał na imprezę po wyścigową. Nie mogę zrozumieć, jak do cholery można imprezować w tydzień, gdy rano musisz tak wcześnie zwlec się z łóżka.
Nie przywykłam do spania w pustym domu, w więzieniu było mnóstwo kobiet, dodatkowo ja miałam współlokatorkę. Maia, niebiesko oka piękność, można powiedzieć że byłyśmy przyjaciółkami. Maia trafiła do więzienia w tym samym roku co ja, za handel narkotykami. Niestety była nie winna, gdyż psychiczny partner się znęcał nad biedną blondynką. Smutno mi było gdy tylko pomyślałam o osiemnastolatce, która cieszy się że mogła trafić w te piekło z dala od tego bagna, zwanym życie. W więzieniu, tak jakby się dla ciebie zatrzymuje czas. Nie masz do niczego dostępności. Przez te rozmyślenia o trzeciej rano, dawno już przestałam sobie wyobrażać, że ktoś skrada
się po schodach do mojego pokoju. Prawdę powiedziawszy, nigdy nie czułam się samotnie. Niedługo
po tym, jak w Alison umarła, w moje życie
wkroczyła jakaś dziwna istota. Tak jakby ktoś okrążał mój świat, obserwując mnie z pewnego
oddalenia. Wiadomo to z początku napawało mnie przestrachem, ale ponieważ nie krzywdziło mnie w żaden sposób, lęk prawie całkiem osłab. Zaczęłam się zastanawiać, czy moimi odczuciami steruje coś
z kosmosu. Może to duch Alison był w pobliżu. Myśl o tym zazwyczaj mnie uspokajała, dziś jednak było
inaczej. Było mi tak zimno, aż trzęsłam się. 
Przechyliwszy odrobinę głowę, dostrzegłam na podłodze niewyraźny kształt. Obróciłam się do okna,
gdyż jedynym źródłem światła w pokoju był przejrzysty jak mgiełka blask księżyca. Przyciskając
poduszkę do twarzy, stwierdziłam, że to pewnie chmura mija księżyc. Albo jakiś śmieć, unoszony przez powiew nocnego wiatru.
Zignorowałam wszystkie moje lęki, po czym odpłynęłam.



~*~

Do moich uszu doszła melodyjka dzwoniącego telefonu, który na pewno był nie daleko mnie. Zaraz, stop! Przecież ja nie mam telefonu. Otworzyłam oczy, a moja szczęka opadła w dół. Obok mnie leżał Harry. Skąd on się tu wziął!? 
Leżał na skraju łóżku w samych bokserkach. Korzystając z okazji lekko go kopnęłam na co z hukiem spadł z łóżka. 
- Kurwa. - Usłyszałam jego z ciszony głos. Pewnie myślał że spałam, a on sam spadł.
- Wstawaj księżniczko! - Nachyliłam się by zobaczyć jego bezcenną minę. Chłopak leżał na ziemi przyglądając się zza ciekawieniem mojej twarzy. Po chwili przetarł oczy i wstał.
- Co ty tu robisz? - Zaczęłam się go wypytywać, a irytacja w moim głosie rosła.
- Nie wiem.. - Odpowiedział speszony. Wyglądał jakby naprawdę nie wiedział.
- Boże.. Wyjdź i ubierz się. - Pokierowałam chłopaka na co usłyszałam jego chichot.
- Nie podoba Ci się to? - Stanął na proste nogi ukazawszy umięśniony tors wypełniony licznymi tatuażami. Moje policzki nabrał różowego koloru. Szybko zmieniłam temat, by wymigać się od odpowiedzi.
- Twoja komórka dzwoniła. - Wskazałam ręką na poduszkę, gdzie leżała biały dotykowy telefon. Chłopak od razu rzucił się na łóżko, prawie mnie miażdżąc. 
- Złaź! - Uderzyłam rękami w plecy chłopaka.
- Chwila! - Leżąc wciąż na mnie przyłożył telefon do ucha.
Usłyszała głośny dźwięk sygnału wychodzącego.
Osoba do której dzwonił Harry odebrała po trzecim sygnale.
- Czego chciałaś? - Syknął chłopak do słuchawki, wciąż patrząc w moje oczy. 
- Dzwonię by zapytać gdzie uciekłeś ? Gdy się obudziłam nie było.. - Nie wiem czemu ale domyślałam się że to była czarnowłosa. Próbowałam się wydostać spod ciężkiego ciała chłopak.
- Dzwonię również żeby spytać, czybyśmy się dziś nie spotkali. Wiem, że jesteś zajęty, ale...
- Nora - wypowiedział imię dziewczyny, jakby to była puenta dowcipu. - Myślałem, że dałem Ci do zrozumienie by nie zadzwoni. Nigdy.
- Więc jak? Spotkamy się czy nie? - Nora nie dawała za wygraną.
- Tak się składa, że nie mogę.
- Nie możesz czy nie chcesz?
- Jestem pochłonięty ważnymi rzeczami, a może osobami. - w jego glosie usłyszałam rozbawienie. Po czym przywarł swoje usta do mojej szyi całując w moich najczulszych miejscach.
- Gdzie jesteś? - zapytała.
- Nie ważne.
Przerwał połączenie.

- Więc jesteś pochłonięty ważnymi rzeczami? - Zmarszczyłam brwi.
- Lub osobami. - Posłał mi swój szarmancki uśmiech.
- Jesteś psychopatyczną świnią! - Krzyknęłam spod niego.
- Wolę określenie "człowiek z powodzeniem". - Przywarł swoje różowe usta do moich ust. Oczywiście byłam tak zafascynowana tą osobą że poddałam się mu. Oddawałam pocałunki.
- Nienawidzę Cię. - powiedziałam pomiędzy pocałunkami. Nagle na moim udzie poczułam coś twardego. Moje oczy momentalnie się szeroko otworzyły, a nagły przypływ adrenaliny pozwolił mi się wyrwać spod Stylesa, który z rozbawieniem patrzył na moją reakcje. Naszą "zabawę" przerwał mi głośny dzwonek do drzwi.




______________________________________________________


Cieszę się że mam was chociaż tylu ! Jestem bardzo zmotywowana przez wasze komentarze przez co dostajecie szybciej rozdział :)
Mam do was prośbę! 
Rozsyłajcie link do tego opowiadania, jeśli oczywiście jest waszym zdaniem warto! 


Oczywiście przy okazji chciałabym was poinformować iż pojawił się już 1 rozdział FF o Harrym pt. "Just Friends?"
Jest to coś dla mnie nowego gdyż piszę je z Pazzą :) Moją najukochańszą młodszą wredotką ( siostrzyczką) ♥
Dziękuje i zapraszam na pozostałe opowiadania :)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

8.




~*~



Wysiadłam z jego samochodu trzaskając z całej siły drzwiami. Jak on mógł !? Myślałam że jest inny, że nie jest z niego taki dupek na jakiego wygląda. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Bezpieczna, chcę spać tak długo na ile mi życie pozwoli. Nagle do moich uszu dobiega dźwięk otwieranych się drzwi. Przyśpieszyłam, nie chcę już go nigdy więcej widzieć. Mój nadgarstek został opleciony jego silną dłonią, aż mnie odrzuciło kiedy mnie zatrzymał. Zmarszczyłam brwi, kiedy pociągnął mnie do siebie. Popatrzyłam się na niego z wyraźnym zdziwieniem na twarzy. Miał ciężki oddech, jego klatka unosiła się ciężko i tak samo opadała. Złapałam z nim kontakt wzrokowy i od razu zauważyłam jego rozszerzone źrenice. Na mojej skórze zaczęła formować się gęsia skóra, spowodowana iż jestem tak blisko tego chłopaka o niebezpiecznie pięknych zielonych oczach. Niebezpiecznie ? Tak, tylko dla mnie i każdej innej dziewczyny na świecie.
 Chłopaka, który myśli że może robić wszystko co chcę. A czym bardziej bawić się uczuciami dziewczyn. 
- Czego jeszcze chcesz ode mnie? - Poczułam jak jego klatka zaczęła wibrować od charakterystycznego pewnego siebie śmiechu - Nie śpieszy Ci się przypadkiem !? - Chłopak, zamknął oczy i ciężko wypuścił powietrze. 
Również zamknęłam oczy, mocno je zaciskając by się uspokoić. Nie jestem odważna, to tylko chwila, tylko chwilowy przypływ adrenaliny. Nigdy nie byłam w stanie komuś się sprzeciwić, a raczej zawsze byłam posłuszna z grzeczności.
Gdy zaczęłam odliczać od dziesięciu coś, a raczej ktoś mi przerwał. Harry przywarł swoje idealnie różowe usta do moich namiętnie się wpijając. Błaga swoim językiem bym go wpuściła, ale próbuje się opanować. Kurwa, pierdole to. Poddałam się, wpuściłam jego niesamowity język, dając mu okazje zapoznać się z moim. Moje ręce pod chwilą braku opanowania, owinęły się wokół jego szyi mocniej do siebie przyciągając, chcę go poczuć bardziej. Wzdrygnęłam, kiedy jego ręce powędrowały na moje pośladki ściskając, dodając naszemu pocałunkowi jeszcze więcej pikanterii. Kurwa, jestem tak cholernie słaba. 
Ledwo co oddaliłam swoją twarz od jego, patrząc jakbyśmy popełniali największy błąd w swoim życiu. Przecież to nie miało miejsca się stać. Kiedy jego twarz zaczęła znów się niebezpiecznie zbliżać do mojej, odchyliłam się bardziej do tyłu.
- Nie. - Pokręciłam głową.
- Jedź ze mną! - Powiedział błagalnym tonem.
- Proszę? 
- Jedź ze mną na wyścigi. - Nie mogę z nim jechać, nie mogę się tam pojawić za duże ryzyko iż może znaleźć się tam policja, a wtedy już po mnie.
- Nie. - Pokręciłam przecząco głową, na co zmarszczył brwi.
- No to cześć. - Zaczął zmierzać do samochodu, zostawiając mnie samą z tym uczuciem chłodu, gdzie były jego ręce.
Odjechał. Odjechał kurwa mać! Zostawiając mnie samą, teraz zrozumiałam że tak naprawdę mnie wykorzystał, pobawił się i zostawił. Nie wiem co zrobić ze sobą, kiedy jestem przy nim wszystkie moje prawa znikają. 

Usiadłam na schodkach od ganku. Przecież nie mam klucza, a Zayna i Beth nie ma. Teraz by był idealny czas do odrobienia pracy domowej, lecz mój plecak został u Harrego w aucie. Świetnie, gratulacje głupoty Adel. 


Nie sądzę, że możecie wybrać w kim się zakochacie, kto weźmie kawałek waszego serca, odchodząc. Jeśli ktoś miałby mnie zapytać, nie sądzę, by mój wybór padł na Harry’ego Styles’a i nie sądzę, by on wybrał mnie. Ale siedząc tu i wracając do wspomnienia sprzed paru chwil, kiedy jego usta napotkały moje, nie mogę o nim zapomnieć. Nie mogę go wyrzucić z głowy.

~*~

Siedzę już tu od dobrych trzech godzin. Aż za przeproszeniem dupa mi zdrętwiała. Beth ma wrócić naprawdę późno, a Zayn sama nie wiem. Pod dom podjechało czarny Land Rover, po czym jakiś dość przypakowany brunet wyszedł z niego. Schowałam twarz w ręce błagając żeby tu nie podszedł.
- Egh. - Brunet odchrząknął, więc podniosłam swoją głowę odnajdując jego niebieskie oczy.
- Taak? Jeśli się zgubiłeś to nie licz na pomoc. - Burknęłam.
- Raczej znam to miasto jak swoją kieszeń. - Poklepał się po obcisłych jeansach. - Jestem Lou. - Przysiadł koło mnie.
- Cześć Lou. - Przewróciłam oczami.
- Witam Adelajdo. - Odrzekł z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Co? Zaraz.. Skąd znasz moje imię ? - Zmarszczyłam swoje brwi. Przecież nie przedstawiałam się... Chyba wariuje...
- Harry mnie przysłał sprawdzić czy wszystko z tobą w porządku. - Cooo? Moje oczy się rozszerzyły z zaskoczenia. - Chyba jesteś jego kolejną zabawką. 
- Nie jestem! Znam go od dziś, a po za tym mój kuzyn nigdy by się na to nie zgodził.. - Skłamałam. Jego głos rozniósł się po podwórzu, na którym zapadał wieczór. 
- Może Stylesa okłamiesz, ale mnie nie. Wiem że nie jesteś rodziną z Zaynem i wiem też że ... - Zawahał się, a moje pięści zacisnęły się z całych sił.
- No dokończ. - Szepnęłam, byłam o krok od zalania się łzami. Chłopak milczał i patrzył na mnie z litością, a moje pięści się jeszcze mocniej zacieśniły, jakby było to w ogóle możliwe. 
- Wiem że siedziałaś. - Powiedział chłodno. Po moich rękach zaczęła cieknąć czerwona ciecz, po czym skapywała na schodki.
- Co ty robisz !? - Odezwał się wściekły chłopak. Po moich policzkach popłynęły pierwsze łzy. Ku mojemu zaskoczeniu objął mnie mocno. Potrzebowałam kogoś w tej chwili. 
Po kilku minutach w ciszy, przerywającej mój szloch poczułam że moje ciało się unosi. Lou podniósł mnie zmierzając w kierunku swojego samochodu. Moja twarz nadal była przyciśnięta do wycięcia koło szyi. 
- Gdzie jedziemy ? - Szepnęłam, kiedy wsadził mnie na fotel. 
- Harry bardzo martwi się o ciebie i nie może się uspokoić, a fakt iż nie masz komórki i nie może się z tobą skontaktować jeszcze bardziej go dobija. Muszę Cię tam zawieźć, bo musi się skupić na wyścigu, a nie na rozmyślaniu twoją osobą. 
- Nie chcę tam jechać. - Zaczęłam grymasić.
- Ten wyścig jest bardzo ważny dla nas wszystkich. Proszę nie rób scen. - Odpalił auto.

~*~


    Obudziły mnie głośne wiwatowania: HARRY ! HARRY! 
    Nawet nie wiem kiedy usnęłam, czułam że auto stoi w miejscu i nikogo przy mnie nie ma. Wyślizgnęłam się z samochodu, który stał na poboczu. Dookoła mnie widniał krajobraz pięknego zielonego lasu. Dalej był tłum ludzi otaczającego kogoś, gratulując i ekscytując się. Gdy spojrzałam w prawo zobaczyłam jedną z dziewczyn, które dziś tańczyły na sali. Bardzo ładna i wyzywająca dziewczyna zaczęła kierować się w stronę tłumu. 
     Bez wielkiego trudu poruszała się z gracją na wysokich czerwonych szpikach. Kiedy podeszła do tłumu, zaczął jej automatycznie robić przejście, jak mniemam  do zwycięzcy. Przez chwilę widziałam jego roześmianą twarz. Czarno włosa oblizała usta, po czym zaczęła namiętnie okładać go pocałunkami. Harry nawet nie odepchnął ją, natomiast zaczął ją przyciągać i zachłannie oddawać pocałunki.

    Nie wiem czemu ale czułam się zdradzona, czułam że się rozbijam na drobne kawałeczki. Głupia co ja sobie myślałam!? Przecież idealnie wiedziałam co robi z dziewczynami nawet sam oznajmił mi to w jego samochodzie.

    - Wiem że nie możesz mi się oprzeć. - Przerwał ciszę, pewny siebie Harry.
    - Tobie ? Oj, raczej nie. - Udałam smutną.
    - Zobaczymy jeszcze. Każda w tym mieście chce mieć mnie na wyłączność i jeśli mnie spotka, po czym spędzi wspólną noc, myśli że będziemy na zawsze razem. Rzygam tymi słodkimi dziewczynkami, które tak myślą. 
    - Tsaa... Bo Harry Styles jest chłopczykiem, który kocha tak bardzo ranić biedne nastolatki. - Jego ręka powędrowała na moje udo.
    - Nie, bo Harrego Stylesa żadna nie posiądzie na wyłączność, skarbie. - Jechał ręką coraz wyżej. - Nawet ty mi się nie oprzesz. 
    - Po pierwsze bierz tą brudną łapę, a po drugie ale z ciebie dziwka. Męska dziwka.
    - Haha, dziwką to ty możesz być, ale moją. Co ty na to ? Na taki układzik. Wiesz jaki zaszczyt Cię spotyka. - Puścił mi oczko, po czym zatrzymał się pod moim domem. 
    - Zapomnij, świnia! - Otworzyłam drzwi.

    Dałam się tak łatwo wykorzystać czuje się brudna. Przecież nawet sam mnie uświadomił co robi z dziewczynami. W moich oczach stanęły łzy. Moje pięści znów się zacisnęły. 
    - Zdziwiona ? - Dobiegł mnie głos Lou, który stanął koło mnie. 
    - Nie, raczej nie. - Przewróciłam oczami i odwróciłam się twarzą do bruneta. - Wygrał, więc możesz mnie zawieźć do domu ? - Po co ja tu byłam!? Przecież miał tu swoją panią idealną, która kipiała seksem, a każdy facet ślinił się na jej widok.





    Czy ja mam napisane na czole : " chodź, zabaw się moimi uczuciami, nie przejmuj się, jakoś z tego wyjdę" ?











    ===================================

    Proszę by każda osoba, która przeczytała ten rozdział napisała komentarz. Może być to np. sama kropka. 
    Bardzo mi zależy wiedzieć ile osobom podoba się : 
    Samotność nie boli, prawda?


    Chcę wiedzieć dla kogo pisze. 

    Zapraszam do pozostałych opowiadań mojego autorstwa ! 

    niedziela, 6 kwietnia 2014

    7.

    ~*~

    Mój wzrok powędrował w stronę nauczyciela, który kiwnął na znak iż mogę iść z nimi. Od razu zerwałam swoje sparaliżowane ciało. Nie obchodzi mnie to co sobie ludzie pomyślą, nie w takiej sytuacji. Wybiegając z klasy wpadłam w czyjeś ramion, podniosła wzrok na nieznajomego, który górował nade mną wzrostem. 
    - Zayn !? - Szepnęłam z niedowierzaniem, stał przede mną z tym jego słodkim uśmieszkiem. Nie wyglądał jakby mu się coś stało.
    - Stęskniłaś się ? 
    - O co chodzi ? Przecież nic Ci nie jest.. - Byłam zdezorientowana tą sytuacją.
    - Nic, po prostu chcieliśmy Cię wcześniej wyrwać z tej lekcji, gdyż Perrie nie może doczekać się zakupów z tobą. - Mrugnął do mnie rozbawiony. 
    - Okey, czyli zrobiliście te całe przedstawienie by mnie wyrwać z klasy? - Westchnęłam ciężko, a chłopak pokiwał głową twierdząco. - A nie przyszło wam do głowy by mnie wtajemniczyć? - Podniosłam głos, przypływ adrenaliny buzował w moich żyłach.
    - Nie Adelajdo, bo nie moglibyśmy zobaczyć twojego śmiesznego wyrazu twarzy. - Odezwał się Harold. Na co myślałam że zaraz wybuchnę, ale całą sytuacje opanowała dziewczyna, która mocno mnie przytuliła i szepnęła do ucha.
    - Przepraszamy, więcej się to nie powtórzy. - Ponownie westchnęłam żeby się uspokoić.
    - To co jedziemy ? - Odezwał się Zayn, który opierał się o szafki.
    - No chodźcie, jak tak natrudziliście się by mnie stamtąd wyrwać to nie czekajmy dłużej, bo zaraz odkryją iż to było tylko przedstawienie, bardzo dobre przedstawienie. 

    ~*~

    Oczywiście Zayn i Perrie jechali razem na motorze, który zniknął z mojego pola widzenia, a ja byłam skazana na Harolda. Kątem oka widziałam że mnie obserwuje, po chwili nie wytrzymałam tej ciszy i musiałam ją przerwać.
    - Mam coś na twarzy ? - Zapytałam zdezorientowana, no bo tak mnie bacznie bada moją twarz. 
    - Nie, ale mnie zadziwiasz Adelajdo. - Mruknął w moją stronę, na co się wyprostowałam na fotelu.
    - Zadziwiam ? - Zmarszczyłam brwi.
    - Tak, jesteś pierwszą dziewczyną, która.. - Zamyślił się, pewnie by ubrać te zdanie w słowa, które nie zranią mej osoby. 
    Kiedy chciał dokończyć swoją wypowiedz, chwilową cisze w samochodzie przerwał dzwonek jego telefonu.

    *ROZMOWA*

    - Tak? 
    - ....
    - Zayn, kurwa chyba sobie żartujesz! 
    - ....
    - Nie będę robić za niańkę, mam dziś kurwa wyścig! 
    - ....
    - I co myślisz że jak mnie wkopiesz w te zakupy to tam nie pojadę!? To jesteś w błędzie! 
    - ....
    - Nie kurwa! Zayn do kurwy nędzy nawet nie waż się rozłączać! 

    Krzyczał wściekle do słuchawki, wiedziałam że chodzi mu o mnie. 

    Zatrzymał swój sportowy samochód na poboczu, po czym wybiegł z auta. Swoją komórkę rzucił w twardą powierzchnie, na co uległa roztrzaskaniu się. W lusterku zauważyła że zaczął teraz okładać drzewo. Naprawdę był nieźle wkurzony. Nie myśląc wysiadłam z auta i skierowałam się w stronę chłopaka, który teraz opierał głowę o korę drzewa, by się uspokoić. Dotknęłam jego pleców, na co podskoczył i automatycznie się odsunął. 
    - Przepraszam. - Szepnęłam do chłopaka.
    - Za co kurwa !? 
    - Za to że musisz mnie niańczyć, nie chcę być ciężarem, jak możesz.. zawieź mnie do domu. - Uśmiechnęłam się pocieszająco.
    - Ale do jasnej cholery to nie jest twoja wina, że twojemu kuzynkowi chce się poruchać!!! - Wrzeszczał na mnie, na co zrobiłam parę kroków w tył.
    - Chodź! - Odezwał się twardym głosem.
    Jego mięśnie się napięły, a piękne zielone oczy zaszły czarną barwą.
    Nie wiem czemu, ale bałam się go, bałam iż może mi coś zrobić. Nie wyglądał na przyjemnego chłopaka. Bardziej na takiego, który niesie ze sobą kłopoty.
    - Zawieziesz mnie do domu? - Odezwałam się nie pewnie. - Na co usłyszałam jego rozbawiony głos.
    - Nie! Jedziemy na wyścigi. - Uświadomił mnie. Nie mogę jechać tam, bo jeśli coś się stanie i policja odwiedzi te wyścigi...
    - Co?
    - Żartowałem, nie wziąłbym Cię tam. - Zmierzył mnie wzrokiem. - Nie pasujesz tam. - Odpowiedział znudzonym tonem, trzymając drzwi pasażerskie. - A teraz możesz łaskawie zająć swoje miejsce, bo mi się trochę śpieszy! - Posłusznie zajęłam miejsce. Resztę drogi przemilczaliśmy. Nie wiedziałam co o tej sytuacji myśleć. Nigdy nie spotkałam tak tajemniczego człowieka, a może po prostu ma taki bałagan w sobie iż nie może go sam posprzątać?


    czwartek, 3 kwietnia 2014

    6.

    - Może ty mi powiesz gdzie byłeś? - Szybko zmieniłam temat, chłopak przyglądnął się mojej twarzy, jakby chciał z niej wyczytać wszystko, dziwne. - Przepraszam, to nie mój interes, po prostu myślałam że będziemy w jednej klasie. - Spuściłam głowę w dół, jestem tak bardzo zażenowana. Przecież w tej szkole mogą być dziesiątki klas ostatnich. ~ Głupia.. ~ Skarciłam się w myślach.
    - Niestety nie trafiłaś do naszej klasy. Szkoda, naprawdę mi przykro. - Jednym gestem udał iż wyciera niewidzialną łzę, na co dałam mu kuksańca. Obydwoje donośnie się śmiejąc ruszyliśmy w stronę klas, na szczęście mieliśmy lekcje koło siebie, co było plusem dzisiejszego dnia w szkole.


    ~*~

    Czekam na dzwonek, chcę już mieć to za sobą. Co ja mogę powiedzieć o muzyce? Że przez prawie całe swoje życie nie mogłam żyć bez niej, a potem przez dwa lata ją nienawidziłam. Każda piosenka ma swoje wspomnienie, ja mam tylko te bolesne. Ale wracając do mojego przyjaciela, chyba tak mogę go nazwać?
    Ostatni raz widziałam się z nim przed matematyką. Od tego czasu co przerwę próbuje go wyszukać w tłumie... Ale chyba się rozpłynął. Zero śladu po mulacie, przystojnym mulacie. 
    Zaczęłam powolnym krokiem kierować się w stronę klasy muzycznej. Zostało mi jeszcze z pięć minut, a nie mam zamiaru być zaś na kolejnej lekcji atrakcją. Serio, obserwują mnie jakbyśmy byli w jakimś zoo, tylko że ja jestem zwierzaczkiem. Nagle usłyszałam donośną muzykę, zaczęłam kierować się w stronę wydobywającego się dźwięku. Wmurowało mnie w ziemie gdy stanęłam w drzwiach od sali gimnastycznej, przyglądając się perfekcyjnie tańczącym dziewczynom.
    Zauważyłam że jest tam ta dziewczyna z rana, którą spotkałam wzrokiem gdy weszła z Harrym. No cóż, nastolatka jest perfekcyjna. O kurcze.. Jedna z tancerek mnie zauważyła i ruszyła w moją stronę, głośno przełknęłam ślinę.
    - Hej, przyszłaś na przesłuchanie? - Odezwała się pogodnie blondynka.
    - Emm.. Ni- nie. - Jąkałam się, ale to wszystko wina stresu. Nastolatka zachichotała po cichu z mojej reakcji.
    - Jeśli będziesz chętna wiesz gdzie nas znaleźć. A tak przy okazji jestem Lana. - Posłała mi oczko i odeszła z pełną gracją. Gdy była już w połowie drogi, bez przemyślenia mojego kroku odezwałam się. 
    - Adel. - Dziewczyna się obróciła i mi pomachała. 
    - Witaj Adel. 

    Nagle moje zafascynowanie przerwał dzwonek. Nie chciałam odrywać od nich wzroku, no ale muszę już iść do klasy.
    Gdy już weszłam, w środku było dość dużo osób, zauważyłam również że nie tylko z mojej grupy tu są ale z innych chyba też. No pięknie pewnie w to gówno mnie zapisali, gdyż potrzebuje coś w stylu zajęć poza lekcyjnych, ale czemu akurat muzyka? Już bardziej zgodziłabym się na dodatkową matmę. Usiadła w rzędzie koło blondyna, który zwrócił mi uwagę na angielskim. Jego niebieski wzrok spoczywał na mej osobie. - Coś się stało ?
    - Nie, a właściwie to tak. Chciałbym Cię zaprosić na moją imprezę urodzinową. - Ukazał mi swój śnieżno biały uśmiech. 
    - Dziękuje, nie mogę obiecać że przyjdę ale postaram się. - Musze obmyślić plan jak by tu się wykręcić. 

    - Dzień dobry klaso ! - Do klasy wszedł zmachany nauczyciel, można powiedzieć, że jest bardzo, bardzo seksowny. Adel uspokój swoje hormony! - Nazywam się Derek Black, jestem tymczasowym nauczycielem muzyki i trenerem. Ja wam się przedstawiłem teraz wy, kto pierwszy? - Wszystkie dziewczyny oprócz mnie podniosły rękę robią swoje maślane oczka do Dereka. Jego palec wskazujący wskazywał mą osobę. 
    - Ty, tak właśnie ty, jak masz na imię? 
    - Mam na imię Adel. - Powiedziałam prawie niesłyszalnie. Na co nauczyciel zareagował.
    - Głośniej, nie wstydź się ptaszyno.
    - Egh... Mam na imię Adelaida Kane i nie umiem śpiewać. Dziękuje za uwagę. - Szybko zasiadłam z powrotem na swoim miejscu.
    - Ooo cóż to za okazja. Proszę mam dziś zadanie dla was. Proszę napisać piosenkę z udziałem imienia Adelaida! Do roboty klaso, później ty to zaśpiewasz i ocenimy czy umiesz śpiewać czy nie.
    - Nie, proszę. - Błagalnym tonem prawie piszczałam.


    ~*~

    Tekst był gotowy po jakiś dwudziestu minutach. Nauczyciel zasiadł za potężnym czarnym pianinem. Wystukując rytm. Bardzo się stresowałam, to jest pierwszy mój występ. Przełamałam swój stres i zaczęłam śpiewać, a pozostali robili chórki. Ta chwila była magiczna? Nie dość że sprawiało mi to frajdę, to tekst był o mnie.
    Piosenka którą śpiewa Adel.


    I should pray for Adelaide 
    But she wouldn't win this fight 
    Black and blue dear Adelaide 
    So many scars to hide

    Waving my hands 
    You don't break 
    You don't understand 
    Lie to my face
    Run away 
    You're just that kind of man

    Every moment I surrender 
    Such a waste of love 
    You can't hold me down boy 
    Tell me what the hell you want 
    And I don't wanna cry about it I don't wanna fight about it
    I just gotta let go, I just gotta let go 
    I don't wanna cry about it i don't wanna fight about it 
    I just gotta let you go

    I should pray for Adelaide 
    But she don't hear a goddamn word that I say 
    Oh I'm so ashamed of Adelaide 
    How do you justify every moment he takes

    Waving my hands 
    You don't break 
    You don't understand 
    Lie to my face
    Run away 
    You're just that kind of man

    Every moment I surrender 
    Such a waste of love 
    You can't hold me down boy 
    Tell me what the hell you want 
    And I don't wanna cry about it I don't wanna fight about it
    I just gotta let go, I just gotta let go 
    I don't wanna cry about it i don't wanna fight about it 
    I just gotta let you go

    And I'm buried in the silence 
    My eyes are closed 
    Got me like a spider 
    Trapped in your...

    You can't hold me down boy 
    You can't hold me down boy..

    Every moment I surrender 
    Such a waste of love 
    You can't hold me down boy 
    Tell me what the hell you want 
    And I don't wanna cry about it I don't wanna fight about it
    I just gotta let go, I just gotta let go 
    I don't wanna cry about it i don't wanna fight about it 
    I just gotta let you go

    Powinnam modlić się za Adelaide
    Ale ona nie wygra tej walki
    Czarna i błękitna, droga Adelaide
    Tyle ran do ukrycia

    Macham dłońmi
    Nie złamiesz się
    Nie rozumiesz
    Kłamiesz mi prosto w twarz
    Uciekasz
    Oto jakim jesteś człowiekiem

    Każda przeżyta przeze mnie chwila
    Takie marnotrawstwo miłości
    Nie możesz mnie zatrzymać, chłopcze
    Powiedz, czego do cholery chcesz
    A ja nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
    Po prostu dam spokój, po prostu dam spokój
    Nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
    Po prostu dam ci spokój

    Powinnam modlić się za Adelaide
    Ale ona nie słyszy żadnego z moich słów
    Tak mi wstyd za Adelaide
    Jak usprawiedliwiasz chwile które ci zabrał?

    Macham dłońmi
    Nie złamiesz się
    Nie rozumiesz
    Kłamiesz mi prosto w twarz
    Uciekasz
    Oto jakim jesteś człowiekiem

    Każda przeżyta przeze mnie chwila
    Takie marnotrawstwo miłości
    Nie możesz mnie zatrzymać, chłopcze
    Powiedz, czego do cholery chcesz
    A ja nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
    Po prostu dam spokój, po prostu dam spokój
    Nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
    Po prostu dam ci spokój

    I płonę w ciszy
    Z zamkniętymi oczami
    Masz mnie jak pająk
    Złapaną w twoją....

    Nie możesz mnie powstrzymać chłopcze
    Nie możesz mnie powstrzymać chłopcze

    Każda przeżyta przeze mnie chwila
    Takie marnotrawstwo miłości
    Nie możesz mnie zatrzymać, chłopcze
    Powiedz, czego do cholery chcesz
    A ja nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
    Po prostu dam spokój, po prostu dam spokój
    Nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
    Po prostu dam ci spokój

    Po wykonaniu w klasie piosenki nastała cisza, a po chwili gromkie oklaski. Mój uśmiech został usunięty za sprawą loczka, który pojawił się w drzwiach. 
    - Adelaida musisz iść ze mną. Chodzi o Zayna! - Chłopak miał grobową minę jak wypowiadał te zdanie. Zza niego wyszła zapłakana Perrie na co mi serce stanęło. - Proszę chodź z nami. - Prosiła przez łzy. Co się dzieje !?