- Powiedz mi - zażądała brunetka z założonymi rękoma na piersi
- Co mam Ci powiedzieć ? - Harry po chwili wziął się za dalsze przygotowanie śniadania
- O co chodzi z Paulin. Myślisz że głucha jestem albo głupia?!- dziewczyna podeszła bliżej bruneta, wściekłość w jej krwi buzowała
- Nic. Nie musisz wszystkiego wiedzieć. - odparł obojętnie obracając się i włączając piec
- W porządku. - Adel ruszyła do holu by ubrać buty
- Co ty robisz ?
- Wychodzę nie widzisz ?! - oburzona zakładała swojego buta na prawą nogę o mało się nie wywracając.
- Nigdzie kurwa nie idziesz! - wyrwał jej adidasa z ręki rzucając nim na koniec korytarza
- Ogarnij się! Nie będziesz mi rozkazywał! - zaczęła biegnąć po buta, a za nią Harry.
- Puść mnie! - Styles przerzucił dziewczyne przez ramię i zaczął iść zadowolony krokiem w stronę pokoju. Adel zaczęła się rzucać, kopać i wyzywać chłopaka, ale to na nic. Kompletnie ją ignorował.
- Proszę Cię puść mnie... - zaczęła szlochać, a zielonooki zmartwiony stanem Adelajdy postawił ją na panele w swoim pokoju
- Nie płacz... - starł swoją ręką jej łzy z policzków
- A co mam robić. Nic już nie mogę ! Myślałam że mogę Ci zaufać.. - próbowała go wziąć na litość
- Tak bardzo chcę Ci powiedzieć, ale nie mogę... - wypuścił ciężko powietrze i tym razem zwinnym ruchem przyciągnął ją do siebie, by stykali się ciałami
- Podobam Ci się ? - zaczęła całować go po szyi, a Harry był w siódmy niebie
- Nawet nie wiesz jak bardzo.. - wymruczał
- Przykro mi - oderwała od niego swoje usta i jednym ruchem obaliła go na podłogę.. ruchem nie zawodnym dla słabej dziewczyny " kopniak w kroczę "
- Kurwa! - Adelajda usłyszała że chłopak próbuje wstać i zatrzymać ją. Wybiegła z mieszkania, po chwili była już na drugim piętrze, biegła jakby od tego zależało jej życie. Miała dwa cele. Pierwszy pomóc Paulin, drugi pojechać do wskazanego klubu. To dziś, dziś miała się w nim spotkać z nim...
Wybiegła z budynku, kierując się na przystanek.
Spojrzała jeszcze w okna.
- KURWA! - dziewczyna zaczęła biegnąć z powrotem, nie mogła go zostawić na śmierć. Biegła, ze łzami w oczach.
Była już na tym piętrze a z pod drzwi zaczął wydostawać się gęsty szary dym. Bez zawahania wbiegła do mieszkania.
- HARRY! - wołała szukając w pokoju, łazience... Nie mogła go znaleźć. W pewnym momencie usłyszała głośne kaszlenie. - Harry... - Rzuciła się w stronę kuchni. Zastała go tam, próbował ugasić płonące szafki i kuchenkę.
- Zostaw to... - sama zaczęła się dusić
- Muszę to ugasić ! - krzyknął wymachując ręcznikiem
- Kurwa, zaraz kuchenka wybuchnie ! - dziewczyna chwyciła chłopaka za rękę, splatając ręce. Harry stanął tam wpatrując się z szeroko otwartymi oczami. Podszedł do niej i pewnym ruchem pocałował ją.
_________________________________________
WIEM, WIEM, WIEM...
Za dużo pożarów no ale musiałam.
Świetnie, nie ma to jak wywołać pożaru robiąc jajecznice + ja :D
Proszę o komentarze, opinie i co byście chcieli w dalszych rozdziałach. Na pewno wykorzystam coś :D
KOCHAM WAS ! - RORY ♥
czwartek, 22 maja 2014
sobota, 17 maja 2014
15.
Siedziała na parapecie i patrzyła na szare ulice, szare bloki, a nawet szarych ludzi. Po jej policzkach spływały słone łzy. Nie mogła się otrząsnąć. Chciała w tym momencie uciec, uciec jak najdalej. Usłyszała jak ktoś się skrada za nią, lecz mimo to nie obróciła się by sprawdzić kto. Doskonale wiedziała kto to mógł być. Poczuła ciepłą dłoń na swoim ramieniu, która miała jej chyba dodać otuchy.
- Nie płacz - szepnął swoim ochrypniętym głosem - proszę, nie płacz - nawet nie wiem co mną kierowało, gdyż po chwili byłam w ramionach Stylesa, wypłakując się w jego tors. Jego ręce błądziły po moich plecach, delikatnie je głaszcząc
- To wszystko moja wina - wydusiłam z siebie
- To nie jest twoja wina !
- Widziałeś ją. Widziałeś jak leżała tam poparzona. Nie wiem co sobie zrobię jeśli nie przeżyje - Harry jeszcze mocniej mnie przytulił
- Nie mów tak, proszę...
W pokoju nie było słychać nic oprócz mojego szlochu. Przed oczami nadal miałam liścik, którym Zayn wymachuje mi wściekły przed oczami. Krzycząc że mnie nienawidzi i żebym znikła z ich życia. W tym momencie pomyślałam sobie że już nie długo. Już nie długo zniknę z powierzchni świata.
~*~
Przez szybę wpadają kąśliwe promienie słońca. Połykają mnie. Zabierają mi przejrzystość źrenic. Wstaję z bólem głowy, potykając się o wszystko. Wszystko leży na podłodze. Wszystko. W stercie naszych ubrań szukam swoich, po czym je odnajduje i zbieram. Harry nadal smacznie śpi.
Potrzebuje gorącej kąpieli. Kieruje się do wyłożonej białymi płytkami łazienki, przeklinając pod nosem że Styles nie ma wanny, tylko prysznic. Ściągam dół bielizny, gdyż tylko to mam na sobie i weszłam do kabiny. Odnajduje kurek z czerwonym znaczkiem. Odkręcając go momentalnie jestem oblana gorącą wodą, a moja skórka się zaczerwienia.
Stoję kilka minut rozmyślając jak z mojego wyżalania się jaki ten świat jest okropny, wylądowałam z nim w łóżku. No kurwa jak?
To wszystko wina tego czerwonego winacza. Tak Adel, zwalaj winę na alkohol...
Harry
Moja komórka zaczęła wydawać z siebie nieznośną melodyjkę, budząc mnie przy tym. Jeśli dobrze pamiętam na pustym miejscu koło mnie powinna leżeć Adel. Gdzie ona do cholery jest ?
Zerwałem się z łóżka ubierając bokserki, które leżały obok.
Odrzuciłem połączenie, po czym zacząłem jej szukać po całym mieszkaniu. Mam nadzieje że nigdzie nie wyszła. Lecz była też i taka opcja gdyż jej ubrań nie było. Kiedy wszedłem na długi korytarz w moim mieszkaniu, do moich uszu dopłynął dźwięk włączonej wody. Odetchnąłem z ulgą uświadamiając sobie że bierze prysznic. Ta noc była inna. Była wyjątkowa?
Poczułem się inaczej niż z innymi dziewczynami na jedną noc. Poczułem się szczęśliwy.
Wróciłem do sypiali by zabrać komórkę, po czym poszedłem do kuchni. Wyciągnąłem z szafki dużą zieloną miskę, a z lodówki jajka. Po drodze wziąłem parę innych przedmiotów i produktów potrzebne do zrobienia jajecznicy. Gdy mieszałem jajka, chwyciłem za komórkę, wybierając numer, który próbował się do mnie dodzwonić. Po trzech sygnałach odebrał.
- Czego ? - zacząłem niezbyt miło
- Może trochę milej ?! Uważaj na słowa. Jest z tobą ?
- Zayn, chyba znasz odpowiedź.
- Dobra, trzymaj ją z daleka od mojej matki...
- Nie jestem pierdoloną niańką - przerwałem mu - nie wystarczając, że biorę te całe bagno z Paulin ?!
- Stary, chyba jesteś mi coś dłużny.
- Byłem. - poprawiłem Mailka - teraz to ty jesteś mi coś dłużny...
- Proszę Cię nie denerwuj mnie. Uratowałem Ci dupę, jeśli nie ja to byś siedział! - wrzasnął do komórki
- Jeśli nie ja, twoja blond dziunia już dawno Cię rzuciła. Stary weź się za siebie. - zerwałem połączenie. Zaprzestałem mieszania jajek, gdy zauważyłem Adel w drzwiach. Wypuściłem Ciężko powietrze, błagając kolejny raz dziś by nie słyszała rozmowy mojej i Zayna.
__________________________________________________________
Łaaaa. . .
Znów jestem. Postanowiłam doprowadzić to do końca.
Przepraszam że jest to do dupy!
Starałam się. xddd
Dziękuje że jesteście!
Jeśli nie wy, nigdy bym tu nie wróciłam :)
Proszę o komentarze, które są bardzoooo ważne dla mnie. Strasznie mnie motywują ! ♥
Jeśli chcesz o coś zapytać, albo po prostu popisać ze mną cz coś tooo : http://ask.fm/rory_styles
Ps. Jeśli jest tu ktoś kto chciałby być informowany o nowych rozdziałach zaraz po dodaniu. Proszę pisać na dole w komentarzach ! :)
Nie ma problemu czy to :
Twitter
Facebook
Ask
GG
E-mail :)
Wszystko dla was! :)
Bo dzięki wam nadal tu jestem ! ♥
Kocham was ! Rory ;)
niedziela, 4 maja 2014
14.
PROSZĘ O KOMENTARZE ! :)
Waham się czy nie zawiesić tego bloga tak samo jak "Come to me!". Ale spokojnie, jestem tu dla was i to WY. Tak, właśnie Wy macie ostatnie zdanie. :)
Dziękuje za UWAGĘ i do czytania szybciutko! ♥
PS. Polecam wam muzyke, przy której pisałam i dobrze się czytam. WŁĄCZCIE TO JEŚLI CHCECIE SIĘ POCZUĆ JAK JA :)
- Chodź tędy będzie szybciej ! - krzyknęła zdyszana blondynka i otworzyła przede mną drzwi, których wcześniej nie zauważyłam. Okazało się że są to schody ewakuacyjne. Biegłyśmy naprawdę szybko i zanim się obejrzałam dotarłyśmy na parter. Mam bardzo złe przeczucia. Naprawdę nie wiem co się do cholery mogło stać i to mnie najbardziej zabija mnie od środka, ta nie wiedza.
- Powiesz mi co się dzieje ? - chwyciłam dziewczyne za ramie zatrzymując ją w miejscu.
- Zayn kazał mi Cię znaleźć, bał się że jesteś w środku domu.
- A czemu bał się? - spytałam zdezorientowana
- Wybuchł pożar, nie wiadomo co go spowodowało, albo kto.
- To straszne, nikomu nic nie jest ?
- Jedynie Beth jest w szpitalu. Była wtedy w domu. Musimy szybko iść. - o nie, nie, nie... Tylko nie ona. Mam w sobie wielką nadzieje że nic się jej nie stało. Nie wiem co bym zrobiła jakby to by było coś poważnego, niż tylko zatrucie dymem. Ale jedno pytanie nie dawało mi spokoju. Przecież miała przyjechać dopiero za kilka dni, więc czemu znajdowała się w tym cholernym domu dziś?!
~*~
Jak najszybciej dojechaliśmy autem blondynki do miejskiego szpitala, tego samego co z niego dziś wyszłam. Aż nie dobrze mi się robiło na sam widok.
- Ja jadę zaparkować, a ty idź na izbę przyjęć. Powinni tam jeszcze być. - oznajmiła mi zmartwiona nastolatka.
Czym prędzej opuściłam ciepły samochód i zaczęłam biegnąć w stronę drzwi, które automatycznie się rozsunęły przed moim nosem.
Do moich nozdrzy napłynął zapach szpitala, przez który na mojej twarzy pojawił się grymas.
Rozejrzałam się po holu, by zorientować się gdzie aktualnie się znajduje. Spojrzałam na tabliczki nad kolejnymi drzwiami, po czym skierowałam się do drzwi z napisem: " IZBA PRZYJĘĆ" i mocno pchnęłam je do przodu. Oczywiście za dużo siły włożyłam w te otwieranie ponieważ odbiły się mocno od ściany, ta adrenalina..
Wszystkie oczy były skierowane w moją stronę, lecz je zignorowałam.. Przynajmniej się starałam ...
Podbiegłam do recepcji, którą obsługiwała starsza pielęgniarka z ciepłym uśmiechem.
- Tak, słońce? - odezwała się spokojnie. Miała tą nutę w swoim głosie, która koiła wszystkie moje nerwy.
- Przywieźli dziś do was moją mamę. Mogła by mi pani powiedzieć gdzie ona się znajduje ? - skłamałam, nie lubię kłamać ale musiałam.
- Możesz mi podać jej imię i nazwisko ? Zaraz ją znajdziemy. Spokojnie skarbie.
- Beth Malik. - odwzajemniłam jej uśmiech.
- Beth ? Hmm.. - wystukała coś na klawiaturze i spojrzała na mnie - Betahany Malik ?
- Tak! - potwierdziłam, a może wrzasnęłam?
- Słońce, musisz kierować się na pierwsze piętro. - pokierowała mnie, można było w jej głosie teraz wyczuć że było jej szkoda mnie.
- Co się znajduje na pierwszym piętrze? - kobieta zbladła.
- Oiom, słońce. - uśmiechnęła się smutno, a w moich oczach zawitały łzy. Zaczęłam znów biegnąć w stronę schodów.
"Proszę Cię Boże, błagam by było wszystko dobrze. Nie zabieraj mi kolejnej osoby. Proszę. " - modliłam się w myślach. Zostały mi ostatnie parę schodków, a z oczy wymknęły się słone łzy. Naprawdę mam złe przeczucie, takie same jak tego dnia wahałam się czy wejść w tą uliczkę z Alison, czy po prostu zawrócić...
Na ostatni schodku poślizgnęła się, zjeżdżając w dół i nabawiając się siniaków. Klęknęła na zimnych schodach, podpierając się ręką, która mocno mnie bolała. Wzięła głęboki wdech i powiedziała sama do siebie.
- Adel, dasz radę. - wstałam.
niedziela, 27 kwietnia 2014
13.
Przez całą drogę byłam mocno wtulona w chłopaka. Wiatr rozwiewał moje brązowe włosy, czułam się inaczej, czułam się wolna. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tą chwilą, gdzie nie wbijałam swoich paznokci w twardy brzuch Styles`a ze strachu. Moje oczy otworzyły się gwałtownie pod wpływem zatrzymania się pojazdu. Chłopak chwycił moje dłonie, które mocno go obwinęły. Przez moje ciało przeszło przyjemne uczucie. Kurwa muszę się ogarnąć.
- Musisz mi dać oddychać, skarbie. - szybko zebrałam swoje ręce zaplatając je na klatce piersiowej.
- To nie wygląda jak mój dom.. - Burknęłam sarkastycznie w stronę loczka.
- Co ty nie powiesz. - z pełną gracją zsiadł z motoru. Naśladowałam ruchy mojego "bohatera" ale coś poszło nie tak i wylądowałabym w jego silnych ramionach ZAŚ. Przewróciłam oczami na nagłą zmianę sytuacji.
- Eghm... - odchrząknęłam, Harry pomógł mi stanąć na nogi, lecz swojej ręki nadal trzymał na mojej talii - Możesz ? - wskazałam na jego rękę, na twarz zielonookiego pojawił się szeroki uśmiech.
- Kochasz wpadać w moje ramiona ! - oznajmił na co stanęłam jak wryta.
- Że co ?! - zmarszczyłam brwi
- Przyznaj się że lubisz lądować w moich ramionach ! - powtórzył, a moja twarz jak miewam zalała się szkarłatem
- Zaraz moje kolano może wylądować na twoich.. - wskazałam na jego przyrodzenie. Usłyszałam jego śmiech, boże.. to najpiękniejszy śmiech jaki w życiu usłyszałam. Przybiła "face plama", dosłownie uderzyłam się w czoło.
Na co spotkałam się na zdezorientowaną miną Harolda.
- Po co tu jesteśmy ? - no właśnie po co stoimy pod wielką kamienicą z czerwonej cegły, od dziecka chciałam w takiej mieszkać. Kocham takie budowle.
- Chodź chce Ci coś pokazać.
- Ale obiecaj że zawieziesz mnie po tym do domu.
- No okeey.. - odezwał się obojętnie.
~*~
Wsiedliśmy do małego pomieszczenia, które zwane jest windą. W środku zaskoczyło mnie wielkie lustro, ale i też zniesmaczyło. Jak ja wyglądam ..
Loczek zajął się wciskaniem odpowiedniego guzika, a ja poprawianiem tej czupryny.
Winda się zatrzymała, strasznie szybko. Chłopak wyszedł, a ja nadal zajmowałam się swoimi włosami.
- No chodź. - pośpieszał mnie.
- A nie mogę jechać jeszcze raz ? - na moje pytanie usłyszałam tylko donośny śmiech towarzysza.
- Wyglądają idealnie.. - moje oczy się otworzyły szeroko na jego dobór słów.
- Serio ?!
- Nie, na niby. chodź !
Szliśmy długim korytarzem, gdzie na końcu znajdowały się matowe czarne drzwi. Wow, czułam się przerażona ?
Otworzył mi je, ale w zamian mnie przepuścić jak na dżentelmena wypadało, wcisnął się przede mnie.
- Frajer.. - prychnęłam pod nosem, o kurna on to usłyszał.. po czym to odkryłam ? Bo teraz byłam przyciśnięta do brązowej ściany.
- Coś ty powiedziała ? - widać że był bardzo wkurzony, a językiem potocznym był bardzoo wkurwiony.
- Fraj.. - nie spodziewałam się tego, moja wypowiedź została przerwana przez jego usta, które wpiły się w moje. Nie powiem że mi się nie podobało.. ~ Przerwij to ! ~ w mojej głowie rozbrzmiał głośny krzyk... Alison. Moje oczy napełniły się słonymi łzami, a Styles`a z całych sił odepchnęłam.
- Co ty robisz ? - chłopak znów się niebezpiecznie zbliżył
- Przestań ! - krzyknęłam w jego stronę kiedy chciał znów połączyć nasze usta.
- Widziałem że Ci się podobało .. O co Ci kurwa chodzi ?
- Zostaw mnie do jasnej cholery ! - krzyknęłam ponownie w jego stronę, te zdarzenia wróciły.. Znaczy... o nich nigdy nie zapomniałam, ale teraz wróciły bardziej przejrzyście. Teraz czuje się tak samo jak w tą noc.
Chłopak z całych sił walną w czarną powierzchnie drzwi. Strasznie się wkurwił.
Nagle odskoczyłam gdy drzwi się nagle otworzyły, a do holu weszła młoda dziewczyna. Z wyglądu była bardzo ładna, ciemne brązowe włosy tak jak i te hipnotyzujące brązowe oczy.
- Co tu się dzieje ?! - zaskoczyła mnie gdy wydusiła z siebie w końcu jakieś zdanie.
- O to samo się ja pytam ! - patrzyłam ozięble na Styles`a
- Ohh.. gdzie moje maniery. Adelaido to Paulin, siostra Louis`a. - dziewczyna spoglądała raz na mnie, raz na tego ćwoka.
- Ty mi pomożesz ? - zapytała błagalnie. ŻE CO ?!
- Proszę ?
- Harry powiedział że pomożesz mi z tym problemem .
- Że co KURWA ?! - ten bydlak stał tam z tym swoim uśmiechem.
- Nie, nie wrobisz mnie w to Styles. - kręciłam przecząco głową.
- Nie masz wyboru, jest zdana tylko na ciebie. Mnie już nic nie obchodzi, mam to wszystko w dupie.
- Ale z ciebie pierdolona dziwka Styles ! - wrzasnęłam w stronę chłopaka, którego chyba moje słownictwo zaskoczyło.
- Chodź ! - chwyciłam dziewczyne za rękę ciągnąc w stronę z którego przed chwilą wyszła.
~*~
Okazało się wyszliśmy na dach, który pełnił funkcje ogrodu. Przysiadłam na skraju, jeden ruch i lecę w dół. Słyszałam jak dziewczyna już od kwadransa szlocha. I co ja mam robić, chciałabym jej pomóc lecz nie długo umrę sama...
No japierdole, myśl !
Wstałam ostrożnie, trzepiąc swoje spodnie z brudu.
Dziewczyna naprawdę wyglądała jak by się jej cały świat walił, kurwa bo wali ...
- Powiedziałaś rodzicom ? - przysiadłam koło niej, widziałam że mnie uważnie obserwuje.
- Nie.. - odezwała się dławiąc płaczem. Przybliżyłam się do niej i objęłam. Poczułam że tego potrzebuje.. Nawet ja tego potrzebowałam.
- Przecież oni mnie zabiją ... Wyrzucą.. - westchnęłam ciężko.
- Czemu tak myślisz? Może nie będzie tak źle. - pocieszałam załamaną nastolatkę.
- Serio, mojego brata wydziedziczyli kiedy okazało się że bierze udział w wyścigach... A co będzie ze mną dopiero ?!
- O boziu.. - szepnęłam, nie wiedziałam że będzie tak ciężko. - Wiesz że jeśli zdecydujesz na aborcje, co jest rzeczą nie legalną, mogą być komplikacje. Czy nie chcesz mieć rodziny ?
- Chcę, marzę o tym. Ale pierw chciałabym skończysz szkołę, mieć pracę, znaleźć męża, a wtedy dopiero dzieci..
- No to się porobiło..
- Lubie Cię.. - oznajmiła nieśmiało nastolatka, zaskakując mnie przy tym pozytywnie..
- Mnie?
- Tak, pomagasz mi chociaż się w cale nie znamy..
- Może i nie, ale każdy ma w sobie tą cząstkę dobra.
- Lecz nie każdy ją jeszcze odkrył .. - dodała
- Dokładnie..
- A co skłoniło Cię do tego że ją odnalazłaś.
- Moja siostra..
- Chciałabym mieć siostrę.. - oznajmiła
- Ja też. - szepnęłam jej do ucha, chciało mi się ryczeć w tym momencie jak małe dziecko..
- Co się stało z twoją siostrą ?
- Hm.. - wahałam się czy jej powiedzieć.. Czy wyrzucić to z siebie.
- Przepraszam, nie powinnam.
- Nie, nic się nie stało - uśmiechnęłam się pocieszająco - zginęła.. Wszystko się spieprzyło w jedną noc.. Wracaliśmy z imprezy, zawsze kiedy rodzice wyjeżdżali my szalałyśmy.. Nasi rodzice w ogóle się nami nie zajmowali.. Kiedy okazało się że skręciliśmy w jedną z najniebezp... - boże nie wytrzymałam, rozpłakałam się.. Dziewczyna objęła mnie mocno, szepcząc do ucha.. - Już dobrze.. - jedną ręką głaskała mnie po plecach, czułam się jakbym była z Alison, jakby nigdy mnie nie opuściła.
- Zabili ją.. - powiedziałam przez płacz, tak ciężko mi było w tej chwili.. Czułam jak umieram, nie fizycznie.. tylko psychicznie.
Zanim się obejrzałam, opowiedzieliśmy sobie o wszystkim co nas spotkało w tym okrutnym świecie, a zimna noc zawitała nas ciemnością. Nagle usłyszeliśmy że drzwi się otworzyły, a do środka wpadła zdyszana blondynka.
- Błagam musisz iść ze mną ! - krzyknęła w moją stronę, popatrzyłam na nastolatkę obok widać było że nie przepadała za dziewczyną Zayna.
___________________________________________
Łokeey już mamy 13 rozdział :) Nie mam pojęcia ile zostało jeszcze do końca. W sumie to ja co rozdział improwizuje.. To miała być taka odskocznie od tego co planuje do przodu, chciałam siąść do laptopa i pisać to co mi teraz do głowy przyjdzie :)
Kocham was i dziękuje za te wyświetlenia i komentarze! ♥.♥'
Kocham, kocham, kocham..
Postanowiłam iż :
Come to me ! ~Nowy rozdziały będą w piątki :)
Just Friends ? ~ Sobota ! :D
Samotność nie boli, prawda ? ~ Niedzielaaaa :3
Jeżeli chcecie ze mną porozmaiwać lub popisać to :
TT : @Roksanax16
E-mail : roksana.brylkax16@gmail.com <--- jestem tu 24h :D
Jak zawsze proszę o komentarze z opinią do rozdziału, całusy :*
wtorek, 22 kwietnia 2014
12.
~*~
Naciągnęłam na siebie jeansy, tuż po ubraniu bluzki. Przejrzałam się w małym szpitalnym lusterku... co oni się boją że ktoś je ukradnie. Czy boją się że, ktoś zobaczy siebie w całej okazałości. Odkręciłam wodę, po czym ochlapałam swoją twarz by się rozbudzić. - No oczywiste. - burknęłam pod nosem zirytowana brakiem jakiegokolwiek papieru lub ręcznika papierowego. Podniosłam bluzkę ku górze wycierając mokrą twarz, zostawiając mokre ślady na białym T-shircie, na co się skrzywiłam. Usłyszałam donośnie pukanie w drzwi toalety.
- Już ! - krzyknęłam w stronę drzwi. Ciężko wypuściłam powietrze, rozluźniając swoje napięte mięśnie.
Gdy ktoś po drugiej stronie nie przestawał dobijać się, gwałtownie otworzyłam drzwi w celu nawrzeszczenia na osobę x.
Pokręciłam głową z niedowierzania, a oczy wytrzeszczyłam. Nie spodziewałam się go tu.
- Harry ? - zmarszczyłam brwi
- Adelaida ? - nie, cycata czarnowłosa ...
- Jak widać.. Co tu robisz ? - chłopak zmierzył mnie swoim wzrokiem
- Wychodzisz ? Już ? - teraz jego brwi powędrowały ku górze
- Na to wygląda. Dobrze się czuje, więc nie ma żadnego powodu by mnie zostawić.
- Ohh.. Przyjechałem dać Ci to.. - podniósł reklamówkę z produktami spożywczymi na wysokość moich oczu..
- Styles... Ale po co mi DUREX`Y !? - loczek od razu spalił buraka
- To moje, sorry. - wyciągnął fioletową paczuszkę z reklamówki, wpychając w tylną kieszeń swoich obcisłych spodni.
Staliśmy chwile milcząc, to była nawet przyjemna cisza. Jego zielone oczy wpatrzone w moje brązowe. W pewnej chwili przygryzł swoją wargę, a ja nie myśląc nad czym co robię oblizałam swoje. Na Stylesa twarzy pojawił się wielki łobuzerski uśmieszek.
Ciszę przerwała pielęgniarka, która nie weszła do mojego pokoju, tylko wleciała.
- Panienko wypis jest gotowy. - pokiwałam głową potwierdzająco, a zarazem posłałam jej wielki uśmiech
- Wypis gotowy panienko - pielęgniarka wyszła z " mojej sali", a Harry nie naturalnym piskliwym głosem zaczął parodiować kobietę
- Przestań ! - fuknęłam w jego stronę
- Tak, jest panienko ! - wykonał ruchy jak żołnierz w wojsku, na co zaczęłam się cicho śmiać.
- Jesteś nie możliwy..
- Idź po ten wypis, a ja wezmę twoją torbę.
- Dzięki. - WOW, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, zarazem parę godzin był bardzo wkurzony, a teraz tryska humorem. Chyba wyśle go na badania. Psychiatryczne...
~*~
- Nie kłuć się ze mną, jesteś mi coś winna ! - odpowiedział tym samym tonem, co ja.
Pełna obaw, chciałam już zsiąść z motocykla, ale Harry przytrzymał mnie w talii. Pochylił się tak, że dotknęliśmy się czołami. Znieruchomiałam. Mój oddech stał się płytki. Styles uśmiechnął się.
- A ty gdzie się wybierasz ? - szepnął uwodzicielsko - Jedziemy do domu. Uwierz mi, to nic takiego, milion razy to robiłem i nic mi się nigdy nie stało, widzisz? To co, możemy jechać? Przekonałem panienkę ? - poruszył znacząco brwiami.
Struchlała pokiwałam głową.
- Harry? - zapytałam, kiedy siadł za kierownicą.
- No?
- Jedz ostrożnie. - byłam taka przerażona
- Oczywiście - odparł z uśmiechem
niegrzecznego chłopca - Musisz mnie chwycić w pasie.
- Co? - No racja, przecież to oczywiste, że muszę to zrobić. Miałam ochotę się walnąć za swoją głupotę. - Może jednak mogłabym...
- Daj spokój, to nic trudnego - mówiąc to sięgnął po moje ręce do tyłu. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy ich dotknął. Następnie położył je na swoim brzuchu trzymając je przez chwilę. W końcu odezwał się do mnie.
- Może lepiej zamknij oczy. Początki bywają trochę trudne. Dla niektórych - dodał ze złośliwością, po czym dodał gazu. Motocykl pognał do przodu.
___________________________________________
Proszę, mam nadzieje że wam się spodoba. W czasie świąt odkryłam kolejną rzecz, którą pokochałam. TAK, to robienie zwiastunów :D TSAAA Może nie są tak świetne, ale to że są moje, że są zrobione tak jak ja tego chcę. Wszystkie detale.. BOZIU ! ♥
PROSZĘ WAS O KOMENTOWANIA, BO DOŚĆ ŻE MAŁO OSÓB KOMENTUJE TO I TAK POŁOWA ZACZĘŁA TO OLEWAĆ, A NAPRAWDĘ NIE WIECIE JAK TO MOTYWUJE ... :)
Ps. Jeśli chcecie zobaczyć jakieś moje dzieło, w postacie zwiastunów to poprzedni post jest właśnie z nimi :)
piątek, 18 kwietnia 2014
11.
Przyłożyłam rękę do bolącego, a zarazem piekącego miejsca. Swoimi palcami natknęłam się na skrawek jakiegoś materiału. Pewnie to był opatrunek. Otworzyłam swoje brązowe oczy, rozglądając się po pomieszczeniu, w który w czas teraźniejszy się znajdowałam. Jest to niewielka biała sala, mogę spokojnie powiedzieć że jestem w szpitalu. Chwila zaraz! Ktoś leży przy moich nogach. Po mimo bólu, pomału uniosłam się na łokciach. Leży tam anioł, a tak naprawdę Harry, który słodko śpi. ON, mnie uratował, dzięki niemu żyje. Boże, przecież on mnie zabije.. Jak mu powiem co zrobiłam. Postanowiłam na chwilę zapomnieć o tym problemie. Zasnęłam.
~*~
- Ooo.. Cześć! Już wstałaś. - odezwał się swym ochrypłym głosem, który powodował że mój żołądek fiknął koziołka. Na mojej twarz pojawił się mały uśmieszek.
- No tak... - chłopak położył kremową tace z kanapkami i herbatą koło łóżka, po czym usiadł koło mnie. Przyglądał mi się. - Harry ...?
- Hmm ? - mruknął nie odrywając swoje wzroku z mojej osoby.
- Po pierwsze przestań się tak gapić bo czuje się nie zręcznie w tej sytuacji. - oznajmiłam, na co zielonooki się chyba speszył. Niee, nie możliwe.
- Przepraszam. - teraz irytowało mnie to że wybrał sobie za cel obserwacji parujące kubki.
- Kiedy stąd wyjdę ?
- Może za tydzień.. - odpowiedział obojętnym tonem.
- Może za tydzień.. - odpowiedział obojętnym tonem.
- Żee co !? - szybko wstałam, czego od razu pożałowałam, gdyż wylądowałam w ramionach Harrego, który zaś mnie ratuje.
- Żartowałem, jeśli będzie wszystko w porządku, to dziś.
- Dziękuje za szczerość mój bohaterze. - przewróciłam oczami i wyrwałam się z jego objęć. Tym razem usiadłam koło niego.
- Pielęgniarka zostawiła śniadanie dla ciebie. - wskazał ręką na tace.
- Nie jestem głodna.
- Okeey, więcej dla mnie.
- Dobra dawaj mi tu jedną kanapkę, nie pozwolę byś przytył. - na twarzy mojego towarzysza zagościł słodki uśmiech, wyglądał tak niewinnie. Tak, normalnie.
- Dzięki. - wzięłam jedną kanapkę z talerza, który Harry przyłożył mi prawie pod nos.
- Nienawidzę jedzenia szpitalnego.. Już w więzieniu lepiej karmią ! - usłyszałam jego charakterystyczny ochrypły śmiech.
- Skąd to możesz wiedzieć ? - wypowiedział nadal się śmiejąc.
- Ehh.. no wiesz, ma się te znajomości. - dałam mu kuksańca. Uff dzięki Bogu już nie wypytywał się o nic.
- Jak się czujesz? - no i nastrój się diametralnie zmienił..
- Dobrze, boli ale da się wytrzymać. - uspokoiłam chłopaka.
- Mam zadzwonić do Beth ?
- Nie. Nie ma takiej potrzeby, nie chcę jej martwić. - oznajmiłam.
- Ja muszę na chwilę wyjść. - wstał, a mój wzrok podążył za jego ciałem, tak cholernie seksownym ciałem.
- Nie zostawiaj mnie.. - zrobiłam smutną minę.
- Tylko na chwilę, muszę wyprowadzić naszego psa. - popatrzyłam na niego jak na jakiegoś wariata.
- Co ? - zmarszczyłam brwi.
- No naszego Tygryska, przecież go uratowałaś. Chyba nie myślałaś że go zostawię.
- Zabrałeś go..? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Na to wygląda.
- Czyli masz serce.. - mruknęłam.
- Na to wygląda.
- Powtarzasz się ! - nastała cisza, a do głowy wróciło wspomnienie smsów. - Jeśli możesz się nim zaopiekować to ... nie będzie problemu z dzieckiem. - moje serce przyśpieszyło, a Harry wstał jak poparzony.
- Co masz na myśli ? - zmierzył mnie swym lodowatym spojrzeniem, a oczy mu pociemniały.
- Zaopiekujesz się tym dzieckiem ! - uniosłam głos.
- Czytałaś moje smsy !? - jego oczy pociemniały.
- Tak! I nie możesz tego tak zostawić !
- To jest tylko NASZ problem! - zaakcentował wyraźnie słowo nasz.
- Harry, proszę Cię.. - wstałam, po czym chwyciłam chłopaka za rękę. - Napisałam do niej..
- CO ZROBIŁAŚ ?! - przerwał mi. - Wiesz co, nie wiedziałem że jesteś taka wścibska. Gdzie mój telefon ?
- W torbie.. - chłopak rzucił się do szafki, przy moim łóżku wyciągając mój plecak i wyrzucając z niego wszystko na podłogę. Gdy wypadł jego telefon, chwycił go mocno i wyszedł, trzaskając drzwi.
Przecież wiedziałam że się wścieknie, więc nie mam czym być zaskoczona. Zaczęłam wszystko wkładać do plecaka, by uporządkować to co Styles narozrabiał. W pewnym momencie do sali weszła tęga pielęgniarka, z łagodnym uśmiechem. Wyglądała bardzo miło.
- Panienko, lekarz Forbs, prosi Cię do gabinetu.
- Już idę. - wsadziłam plecak do szafki. Po czym skierowałam się do miłej kobiety.
- Dojdziesz o własnych siłach, czy może potrzebujesz wózka? - zapytała się, widać że się interesowała pacjentami.
- Nie dziękuje, pani. - szłam z kobietą, która przyprowadziła mnie do białych drzwi. Zapukała lekko i weszła do środka.
- Przepraszam panienka Kane już jest. - oznajmiła lekarzowi.
- Proszę ją wpuścić. - otworzyła mi drzwi.
- Dzień dobry pani Kane. - siwy lekarz wstał i podeszdł do mnie wyciągając do mnie rękę.
- Dzień dobry. - odezwałam się cicho.
- Jak pani głowa?
- Dobrze, kiedy będę mogła wyjść ?
- Możemy sobie mówić na ty?
- Tak oczywiście nie mam problemu.
- Mam dla pani złe wieści.
- Tak?
- Umierasz Adelaido. - powiedział smutny, na to miast ja nie byłam zaskoczona.
- Wiem.
- I nic z tym nie robisz ? - zdziwił się.
- Nie, dowiedziałam się o tym rok temu, zostało mi jakieś dwa miesiące życia.. - zamyśliłam się. - Chyba tyle. Nie chcę żadnych chemioterapii, bo wiem że to nic mi nie pomoże, tak zginęła moja babcia. Chcę żyć w pełni, a nie siedzieć cały czas w szpitalu.
- Przykro mi to słyszeć, ale widzę że już nic Cię nie przekona. - pokiwałam przecząco głową.
- To w takim razie za godzinę będziesz miała wypis.
- Dziękuje, do widzenia. - wstałam i wyszłam z gabinetu. Wiem co robię, czuje to.
Nawet o tym nie myślę. Chcę zapomnieć.
_____________________________________________________
O FUCK! Okropny mi wyszedł, ale macie :* Będę pisać dalej, widzę że w miarę dużo osób to czyta, tylko nie piszę komentarzy. WY LENIUCHY :D
Nie no zobaczycie jak się potoczy dalsza historia Adel. :) Zapraszam do komentowania. :*
- Zabrałeś go..? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Na to wygląda.
- Czyli masz serce.. - mruknęłam.
- Na to wygląda.
- Powtarzasz się ! - nastała cisza, a do głowy wróciło wspomnienie smsów. - Jeśli możesz się nim zaopiekować to ... nie będzie problemu z dzieckiem. - moje serce przyśpieszyło, a Harry wstał jak poparzony.
- Co masz na myśli ? - zmierzył mnie swym lodowatym spojrzeniem, a oczy mu pociemniały.
- Zaopiekujesz się tym dzieckiem ! - uniosłam głos.
- Czytałaś moje smsy !? - jego oczy pociemniały.
- Tak! I nie możesz tego tak zostawić !
- To jest tylko NASZ problem! - zaakcentował wyraźnie słowo nasz.
- Harry, proszę Cię.. - wstałam, po czym chwyciłam chłopaka za rękę. - Napisałam do niej..
- CO ZROBIŁAŚ ?! - przerwał mi. - Wiesz co, nie wiedziałem że jesteś taka wścibska. Gdzie mój telefon ?
- W torbie.. - chłopak rzucił się do szafki, przy moim łóżku wyciągając mój plecak i wyrzucając z niego wszystko na podłogę. Gdy wypadł jego telefon, chwycił go mocno i wyszedł, trzaskając drzwi.
Przecież wiedziałam że się wścieknie, więc nie mam czym być zaskoczona. Zaczęłam wszystko wkładać do plecaka, by uporządkować to co Styles narozrabiał. W pewnym momencie do sali weszła tęga pielęgniarka, z łagodnym uśmiechem. Wyglądała bardzo miło.
- Panienko, lekarz Forbs, prosi Cię do gabinetu.
- Już idę. - wsadziłam plecak do szafki. Po czym skierowałam się do miłej kobiety.
- Dojdziesz o własnych siłach, czy może potrzebujesz wózka? - zapytała się, widać że się interesowała pacjentami.
- Nie dziękuje, pani. - szłam z kobietą, która przyprowadziła mnie do białych drzwi. Zapukała lekko i weszła do środka.
- Przepraszam panienka Kane już jest. - oznajmiła lekarzowi.
- Proszę ją wpuścić. - otworzyła mi drzwi.
- Dzień dobry pani Kane. - siwy lekarz wstał i podeszdł do mnie wyciągając do mnie rękę.
- Dzień dobry. - odezwałam się cicho.
- Jak pani głowa?
- Dobrze, kiedy będę mogła wyjść ?
- Możemy sobie mówić na ty?
- Tak oczywiście nie mam problemu.
- Mam dla pani złe wieści.
- Tak?
- Umierasz Adelaido. - powiedział smutny, na to miast ja nie byłam zaskoczona.
- Wiem.
- I nic z tym nie robisz ? - zdziwił się.
- Nie, dowiedziałam się o tym rok temu, zostało mi jakieś dwa miesiące życia.. - zamyśliłam się. - Chyba tyle. Nie chcę żadnych chemioterapii, bo wiem że to nic mi nie pomoże, tak zginęła moja babcia. Chcę żyć w pełni, a nie siedzieć cały czas w szpitalu.
- Przykro mi to słyszeć, ale widzę że już nic Cię nie przekona. - pokiwałam przecząco głową.
- To w takim razie za godzinę będziesz miała wypis.
- Dziękuje, do widzenia. - wstałam i wyszłam z gabinetu. Wiem co robię, czuje to.
Nawet o tym nie myślę. Chcę zapomnieć.
_____________________________________________________
O FUCK! Okropny mi wyszedł, ale macie :* Będę pisać dalej, widzę że w miarę dużo osób to czyta, tylko nie piszę komentarzy. WY LENIUCHY :D
Nie no zobaczycie jak się potoczy dalsza historia Adel. :) Zapraszam do komentowania. :*
niedziela, 13 kwietnia 2014
10.
~*~
Szybko od kluczyłam drzwi, w które ktoś agresywnie walił. Przed oczami ukazał się wykurzony Lou. Bez żadnego przywitania, prawie siłą wtargnął do domu.
- Lou ? - zmarszczyłam brwi, nie spodziewałam się go tu.
- Styles, dziwko wiem że tu jesteś! - Wrzeszczał na cały regulator, jego pięści były mocno zaciśnięte, a twarz czerwona ze złości.
- Styles, dziwko wiem że tu jesteś! - Wrzeszczał na cały regulator, jego pięści były mocno zaciśnięte, a twarz czerwona ze złości.
- Co ty robisz ? - wchodził w tą i wew tę, otwierając każde miejsce gdzie mógłby się zmieścić Harry. - Nie ma go tu ! Możesz wyjść !? - krzyknęłam do chłopaka, który mnie zignorował i kontynuował swoje poszukiwania.
- Weź nie pierdol ! - krzyknął rozwścieczony.
- Okey. Szukaj sobie go tu, a jak łaskawie będziesz chciał wyjść, powiadom mnie bym mogła zamknąć drzwi, żeby taki idiota jak ty nie mógł już wtargnąć na teren prywatny.- przeszłam koło niego, zmierzając do kuchni. Mam nadzieje że Harry to usłyszał i się dobrze schował..
- Dobra, dobra. Przepraszam! - stanął przede mną, zagradzając mi wyjście do kuchni.
- Nie wiem co się stało, ale naprawdę go tu nie ma. Skąd w ogóle ten pomysł? - spytałam poirytowana całą tą sprawą, niech tylko wyjdzie.. Chłopaka przede mną zatkało, po prostu wmurowało.
- No spoko, widzę że argumenty są przekonywujące. - na twarz chłopaka wkradł się uśmiech.
- Chciałem zobaczyć Cię z samego rana. - zażartował, a na jego twarz zagościł ciepłu uśmiech.
- Hahaha, dobra. Spadaj już . - otworzyłam mu drzwi wyjściowe.
- Do zobaczenia piękna! - Lou wyszedł, po czym zatrzasnęłam za nim drzwi.
Stanęłam na środku holu, rozmyślając co się stało. Co Styles mógł zrobić!? Hmm.. Do moich uszu doszedł głos odpalającego auta, podbiegłam do okna. Gdy chłopak odjechał z przed domu, musiałam porozmawiać z Harrym.
- STYLES!!! DO MNIE ! TERAZ! - wrzeszczałam, a dom rozszedł się moim krzykiem.
Loczek, był już ubrany i wyglądał nieziemsko. Biały T-shirt, przez który prześwitywały liczne tatuaże i dopasowane jeansy, a białe conversy uwydatniały jego duże stopy. Zachichotałam pod nosem.
- Taak mamo ? - stanął na przeciw, oczywiście musiałam podnieść głowę, gdyż zielonooki górował nade mną wzrostem. Ehh.. Geny..
- Coś ty narozrabiał ? - chłopak zbladł, a jego uroczy uśmieszek zszedł mu z twarzy. Chrząknął zakłopotany.
- A co ja zrobiłem ?
- Co zrobiłeś Lou !? - wyjaśniłam.
- Rozdziewiczyłem jego siostrę ? - odpowiedział, a raczej zapytał. Moja szczęka w tej chwili się znajdowała przy podłodze, a oczy wytrzeszczyłam tak że zaraz mi z orbit wyskoczą. Ten chłopak z niczym nie ma problemu.. Nie ma już kogo zaliczać.
- Okey, zrozumiałe.. ŻE CHCIAŁ CIĘ ROZSZARPAĆ! - podniosłam głos. Widać było po jego minie że to nie wszystko. Przetarł kark, patrząc na mnie i nie wiedząc czy mi powiedzieć dalszą część.
Chłopak natychmiastowo bez słowa odwrócił się do mnie tyłem, z zamiarem opuszczenia domu.
- Jest w ciąży! - Drzwi zatrzasnęły się za nim, a ja znieruchomiałam.
Nie wiem o czym myśleć.. Przecież to nie moja sprawa.. Ale powtórzę jeszcze raz STYLES TO DUPEK!
~*~
Gdy zjadłam już lekkie śniadanie, czyli płatki czekoladowe. Bo mleka już nie było lub po prostu jestem ślepa i nie zobaczyłam. Poszłam na górę w zamiarze wzięcia szybkiego prysznicu i ubrania się. Dziś raczej będę musiała sama zatroszczyć się o siebie, gdyż Zayn jeszcze nie było. Wyciągnęłam z szafy koronkową bieliznę i zestaw, który miałam w zamiarze się dziś w niego wcisnąć.
Po godzinie byłam już gotowa, przeglądałam się w lustrze poprawiając moje pofalowane włosy.
Nagle w moim pokoju rozbrzmiał się znów ten sam dzwonek, co rano.
- Ten idiota zapomniał telefonu.. - pomaszerowałam do pokoju, a moje oczy ujrzały wibrujący telefon na ziemi. Podniosłam go, a na wyświetlaczu ujrzałam tą samą czarnowłosą co na wyścigu, tylko że w tym wypadku gołą, która pozowała przed aparatem Stylesa. Natychmiast odrzuciłam połączenie, a gdy chciałam odłożyć na biurko usłyszałam dźwięk sms-a . Odczytuję wiadomość , pierwsze dwa słowa brzmią ` kocham Cię ` . Komórka spada mi natychmiast na podłogę , mój oddech przyśpiesza . Ponownie odczytuję ... ` kocham Cię , jeśli chcesz bym usunęła dziecko. Zgadzam się! Dla ciebie wszystko, zależy mi na tobie... Proszę, tylko mnie nie zostawiaj... `
Ci mężczyźni którzy nakłaniają swoje kobiety do aborcji powinni najpierw usunąć tą część ciała która sprawiła że zaistniała dana sytuacja....
Spodziewam się że jeśli Styles dowie się w co go wrobiłam zabije mnie, ale nie mogę tego tak zostawić. Wystukałam na dotykowym ekranie wiadomość do dziewczyny o imieniu Paulin, tak przynajmniej ma ją zapisaną ` Nie usuwaj ! Spanikowałem ! Wychowam razem nasze dziecko. Kocham Cię i nie zostawię! `
Może i mnie to nie dotyczy, ale na pewno obchodzi.
Wyłączony telefon, tym razem schowałam do swojego plecaka. Musiałam dotrzeć na przystanek, który widziałam wczoraj, kiedy przejeżdżaliśmy koło niego. Jestem wypełni nadziei że będzie kursował jakiś autobus, którym zdążę na lekcję.
Zamknęłam drzwi, sprawdzając drugi raz dla pewności czy są zamknięte, po czym w spokoju skierowałam się na przystanek.
~*~
Byłam parę kroków od przystanku gdy usłyszałam skuczenie, a zza rogu wyszedł pies, który kulał. Rasy nie mogłam określić, raczej był mieszany, ale był uroczy, jego złota sierść pasowała do jasno niebieski oczy. Klęknęłam przed nim głaszcząc.
- Gdzie ty jesteś śmieciu !? - do moich uszu dotarł męski krzyk.
Pies przybliżył się do mnie, jakby się bał. Popatrzyłam przed siebie i ujrzałam jakiegoś łysek mężczyznę koło dwudziestki z kijem bejsbolowym, miał chytry uśmiech.
- O TU JESTEŚ! - krzyknął głośniej na co pies schował się za mną.
- To jest pański pies ? - zapytałam poważnym tonem.
- A co kurwa, nie widać ? - odpowiedział rozbawiony, na jego kiju bejsbolowym zauważyłam krew. Przed oczami ukazał mi się obraz gdy bije tego psiaka.
- Mała odsuń się bo skończysz gorzej niż on za chwile.
- To czekam. - przypływ adrenaliny spowodował iż wcale nie odczuwałam strachu przed tym obleśnym typem, moje myśli były przy tym zdarzeniu gdzie ofiarą była moja siostra. Może jemu zdołam pomóc.
Przewróciłam się na chodnik, a przez całe ciało przeszedł przeszywający ból. Z ledwością otworzyłam oczy, mężczyzna szykował się do drugiego zamachu. Na co zamknęłam oczy, lecz usłyszał tylko jego jęk. Harry przygwoździł go do ziemi, zadając silne ciosy w twarz. Nie mogłam się ruszyć, gdy usłyszałam charakterystyczne 'chrupnięcie' na znak, iż któraś jego kość nie wytrzymała ciosu. Po chwili mężczyzna nie wydawał z siebie żadnych dźwięków, tylko leżał nie przytomny na chodniku, cały zakrwawiony, Styles wstał i podszedł do mnie.
- Ty się niczego, kurde nie boisz. - klęknął koło mnie. Ujrzałam jego zniewalający uśmiech, po czym straciłam przytomność. Przynajmniej dobry koniec...
----------------------------------------------
Chujowy wyszedł mi ten rozdział, idę się popłakać. ;( Pozdrawiam Rory...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

