czwartek, 3 kwietnia 2014

6.

- Może ty mi powiesz gdzie byłeś? - Szybko zmieniłam temat, chłopak przyglądnął się mojej twarzy, jakby chciał z niej wyczytać wszystko, dziwne. - Przepraszam, to nie mój interes, po prostu myślałam że będziemy w jednej klasie. - Spuściłam głowę w dół, jestem tak bardzo zażenowana. Przecież w tej szkole mogą być dziesiątki klas ostatnich. ~ Głupia.. ~ Skarciłam się w myślach.
- Niestety nie trafiłaś do naszej klasy. Szkoda, naprawdę mi przykro. - Jednym gestem udał iż wyciera niewidzialną łzę, na co dałam mu kuksańca. Obydwoje donośnie się śmiejąc ruszyliśmy w stronę klas, na szczęście mieliśmy lekcje koło siebie, co było plusem dzisiejszego dnia w szkole.


~*~

Czekam na dzwonek, chcę już mieć to za sobą. Co ja mogę powiedzieć o muzyce? Że przez prawie całe swoje życie nie mogłam żyć bez niej, a potem przez dwa lata ją nienawidziłam. Każda piosenka ma swoje wspomnienie, ja mam tylko te bolesne. Ale wracając do mojego przyjaciela, chyba tak mogę go nazwać?
Ostatni raz widziałam się z nim przed matematyką. Od tego czasu co przerwę próbuje go wyszukać w tłumie... Ale chyba się rozpłynął. Zero śladu po mulacie, przystojnym mulacie. 
Zaczęłam powolnym krokiem kierować się w stronę klasy muzycznej. Zostało mi jeszcze z pięć minut, a nie mam zamiaru być zaś na kolejnej lekcji atrakcją. Serio, obserwują mnie jakbyśmy byli w jakimś zoo, tylko że ja jestem zwierzaczkiem. Nagle usłyszałam donośną muzykę, zaczęłam kierować się w stronę wydobywającego się dźwięku. Wmurowało mnie w ziemie gdy stanęłam w drzwiach od sali gimnastycznej, przyglądając się perfekcyjnie tańczącym dziewczynom.
Zauważyłam że jest tam ta dziewczyna z rana, którą spotkałam wzrokiem gdy weszła z Harrym. No cóż, nastolatka jest perfekcyjna. O kurcze.. Jedna z tancerek mnie zauważyła i ruszyła w moją stronę, głośno przełknęłam ślinę.
- Hej, przyszłaś na przesłuchanie? - Odezwała się pogodnie blondynka.
- Emm.. Ni- nie. - Jąkałam się, ale to wszystko wina stresu. Nastolatka zachichotała po cichu z mojej reakcji.
- Jeśli będziesz chętna wiesz gdzie nas znaleźć. A tak przy okazji jestem Lana. - Posłała mi oczko i odeszła z pełną gracją. Gdy była już w połowie drogi, bez przemyślenia mojego kroku odezwałam się. 
- Adel. - Dziewczyna się obróciła i mi pomachała. 
- Witaj Adel. 

Nagle moje zafascynowanie przerwał dzwonek. Nie chciałam odrywać od nich wzroku, no ale muszę już iść do klasy.
Gdy już weszłam, w środku było dość dużo osób, zauważyłam również że nie tylko z mojej grupy tu są ale z innych chyba też. No pięknie pewnie w to gówno mnie zapisali, gdyż potrzebuje coś w stylu zajęć poza lekcyjnych, ale czemu akurat muzyka? Już bardziej zgodziłabym się na dodatkową matmę. Usiadła w rzędzie koło blondyna, który zwrócił mi uwagę na angielskim. Jego niebieski wzrok spoczywał na mej osobie. - Coś się stało ?
- Nie, a właściwie to tak. Chciałbym Cię zaprosić na moją imprezę urodzinową. - Ukazał mi swój śnieżno biały uśmiech. 
- Dziękuje, nie mogę obiecać że przyjdę ale postaram się. - Musze obmyślić plan jak by tu się wykręcić. 

- Dzień dobry klaso ! - Do klasy wszedł zmachany nauczyciel, można powiedzieć, że jest bardzo, bardzo seksowny. Adel uspokój swoje hormony! - Nazywam się Derek Black, jestem tymczasowym nauczycielem muzyki i trenerem. Ja wam się przedstawiłem teraz wy, kto pierwszy? - Wszystkie dziewczyny oprócz mnie podniosły rękę robią swoje maślane oczka do Dereka. Jego palec wskazujący wskazywał mą osobę. 
- Ty, tak właśnie ty, jak masz na imię? 
- Mam na imię Adel. - Powiedziałam prawie niesłyszalnie. Na co nauczyciel zareagował.
- Głośniej, nie wstydź się ptaszyno.
- Egh... Mam na imię Adelaida Kane i nie umiem śpiewać. Dziękuje za uwagę. - Szybko zasiadłam z powrotem na swoim miejscu.
- Ooo cóż to za okazja. Proszę mam dziś zadanie dla was. Proszę napisać piosenkę z udziałem imienia Adelaida! Do roboty klaso, później ty to zaśpiewasz i ocenimy czy umiesz śpiewać czy nie.
- Nie, proszę. - Błagalnym tonem prawie piszczałam.


~*~

Tekst był gotowy po jakiś dwudziestu minutach. Nauczyciel zasiadł za potężnym czarnym pianinem. Wystukując rytm. Bardzo się stresowałam, to jest pierwszy mój występ. Przełamałam swój stres i zaczęłam śpiewać, a pozostali robili chórki. Ta chwila była magiczna? Nie dość że sprawiało mi to frajdę, to tekst był o mnie.
Piosenka którą śpiewa Adel.


I should pray for Adelaide 
But she wouldn't win this fight 
Black and blue dear Adelaide 
So many scars to hide

Waving my hands 
You don't break 
You don't understand 
Lie to my face
Run away 
You're just that kind of man

Every moment I surrender 
Such a waste of love 
You can't hold me down boy 
Tell me what the hell you want 
And I don't wanna cry about it I don't wanna fight about it
I just gotta let go, I just gotta let go 
I don't wanna cry about it i don't wanna fight about it 
I just gotta let you go

I should pray for Adelaide 
But she don't hear a goddamn word that I say 
Oh I'm so ashamed of Adelaide 
How do you justify every moment he takes

Waving my hands 
You don't break 
You don't understand 
Lie to my face
Run away 
You're just that kind of man

Every moment I surrender 
Such a waste of love 
You can't hold me down boy 
Tell me what the hell you want 
And I don't wanna cry about it I don't wanna fight about it
I just gotta let go, I just gotta let go 
I don't wanna cry about it i don't wanna fight about it 
I just gotta let you go

And I'm buried in the silence 
My eyes are closed 
Got me like a spider 
Trapped in your...

You can't hold me down boy 
You can't hold me down boy..

Every moment I surrender 
Such a waste of love 
You can't hold me down boy 
Tell me what the hell you want 
And I don't wanna cry about it I don't wanna fight about it
I just gotta let go, I just gotta let go 
I don't wanna cry about it i don't wanna fight about it 
I just gotta let you go

Powinnam modlić się za Adelaide
Ale ona nie wygra tej walki
Czarna i błękitna, droga Adelaide
Tyle ran do ukrycia

Macham dłońmi
Nie złamiesz się
Nie rozumiesz
Kłamiesz mi prosto w twarz
Uciekasz
Oto jakim jesteś człowiekiem

Każda przeżyta przeze mnie chwila
Takie marnotrawstwo miłości
Nie możesz mnie zatrzymać, chłopcze
Powiedz, czego do cholery chcesz
A ja nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
Po prostu dam spokój, po prostu dam spokój
Nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
Po prostu dam ci spokój

Powinnam modlić się za Adelaide
Ale ona nie słyszy żadnego z moich słów
Tak mi wstyd za Adelaide
Jak usprawiedliwiasz chwile które ci zabrał?

Macham dłońmi
Nie złamiesz się
Nie rozumiesz
Kłamiesz mi prosto w twarz
Uciekasz
Oto jakim jesteś człowiekiem

Każda przeżyta przeze mnie chwila
Takie marnotrawstwo miłości
Nie możesz mnie zatrzymać, chłopcze
Powiedz, czego do cholery chcesz
A ja nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
Po prostu dam spokój, po prostu dam spokój
Nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
Po prostu dam ci spokój

I płonę w ciszy
Z zamkniętymi oczami
Masz mnie jak pająk
Złapaną w twoją....

Nie możesz mnie powstrzymać chłopcze
Nie możesz mnie powstrzymać chłopcze

Każda przeżyta przeze mnie chwila
Takie marnotrawstwo miłości
Nie możesz mnie zatrzymać, chłopcze
Powiedz, czego do cholery chcesz
A ja nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
Po prostu dam spokój, po prostu dam spokój
Nie chcę przez to płakać, nie chcę o to walczyć
Po prostu dam ci spokój

Po wykonaniu w klasie piosenki nastała cisza, a po chwili gromkie oklaski. Mój uśmiech został usunięty za sprawą loczka, który pojawił się w drzwiach. 
- Adelaida musisz iść ze mną. Chodzi o Zayna! - Chłopak miał grobową minę jak wypowiadał te zdanie. Zza niego wyszła zapłakana Perrie na co mi serce stanęło. - Proszę chodź z nami. - Prosiła przez łzy. Co się dzieje !? 

środa, 2 kwietnia 2014

5.

MUZYKA


~*~

Wkroczyłam do szarego sekretariatu, za potężnym biurkiem siedziała kobieta około czterdziestki. W oko wpadł mi jej niebieski sweterek, który dodawał jej wdzięku. Rozpromieniona kobieta oderwała wzrok znad komputera i miłym głosem się odezwała.
- Witaj kwiatuszku, czegoś potrzebujesz? - Kobieta była bardzo miła, w tym mieście to chyba wszyscy są tacy szczęśliwi i mili. Więc to mnie utwierdzało w przekonaniu że jeszcze bardziej tu nie pasuje.
- Emm.. Nazywam się Adelaida Kane. Miałam się zgłosić po plan lekcji oraz podpisać dokumenty. Tak mnie pokierowała pani Malik... - Odezwałam się ciepłym, cichym tonem. Kobieta wstała z krzesła kierując się w moją stronę.
- Miło Ciebie spotkać, Beth mi tyle o tobie opowiadała. - Chwyciła mnie w swoje objęcia, gdy po szkole rozniósł się donośny dźwięk dzwonka oderwała się ode mnie i wróciła na swoje miejsce. Przyznam że trochę byłam zmieszana tym incydentem.
- Proszę wypełnij to. - Podała mi kartki. - Możesz usiąść tam. - Pokierowała mnie w stronę foteli w koncie gabinetu. 

Oczywiście wypełnianie tych dokumentów zajęło mi trochę czasu, ale dotrwałam do końca. Podniosłam swoje ciało do pionu, po czym skierowałaś do tej przemiłej kobiety, która co chwile zerkała na mnie z uśmiechniętą twarzą. Nieśmiało położyłam jej dokumenty, które po chwili wzięła w swoją pomarszczoną dłoń, przejrzała szybko.
- Dobrze wszystko się zgadza. - Głowę miała nadal spuszczoną, pisząc coś na kolejnych kartkach. - Proszę. - Podała mi plan lekcji oraz szyfr do szafki, składający się z dziewięciu cyferek.
- Dziękuje. - Chwyciłam kartki. 
- Dobra, teraz masz z panem Rockers jest dosyć surowy więc leć i powiedz że to ja Cię zatrzymałam. - Podziękowałam chyba już steny raz kobiecie, lecz gdy miałam już wychodzić usłyszałam jej ciepły głos. - Ciesze się że tu jesteś. - Moja twarz od razu nabrała rumieńców.


~*~

Na planie był też plan budynku, za co jestem bardzo wdzięczna. Jest to naprawdę duża szkoła licząca tysiące uczniów, setki sal i kilkudziesięciu nauczycieli. Zanim się obejrzałam stałam przed pół szklanymi drzwiami. Stres mnie dopadł jeszcze bardziej. Spoconą ręką otworzyłam drzwi, a po chwili stałam w klasie. Uczniowie mierzyli mnie od stóp do głowy. Najwidoczniej przerwałam nauczycielowi pisanie na tablicy, wnioskuje to z tego że stoi przed tablicą częściowo zapełnioną.
- Przepraszam, pani sekretarka mnie przetrzymała. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Pani..? -  Stanął i czekał na odpowiedz.
- Kane. - Dodałam prawie szeptem.
- Pani Kane, nie toleruje się w tej szkole spóźnień, ale dziś Ci daruje. Jest to twój pierwszy dzień lecz na przyszłość zapamiętaj żeby się nie spóźnić. - Byłam troszkę przerażona. - Klaso! - Teraz zwracał się do licznej klasy. - To jest panna Kane, jest nowa. Więc jeśli będzie pomocy macie jej udzielić. - O boże... Totalna żenada.
Męska część klasy, która przeważała damską chórkiem prawie krzycząc dała do zrozumienia że nie ma sprawy i z chęcią służą pomocą.
- A teraz proszę zajmij jedno z wolnych miejsc. - Ruszyłam pomiędzy ławkami, zauważyłam że jest wolna ostatnia pod oknem i pierwsza od drzwi. Oczywiście że wybrałam ostatnią od okna. 
Ale gdy już miałam zająć miejsce odezwał się blondyn, bardzo słodki blondyn. 
- Niestety zajęte. - Burknął do mnie, na co zmarszczyłam do drzwi.
- Nie widzę by ktoś tu siedział. - Zajęłam miejsce i wyciągnęłam zielony segregator z torby, blondynek nie co się zdziwił na mój cięty język. Ale ja czasem mam te napływy odwagi. 
Zaczęłam spisywać notatkę z tablicy chociaż wcale nie orientowałam się o co chodzi.
Po około dwudziestu minutach zaś zabrzęczał nieznośny dzwonek, cała klasa prawie biegiem wszyła z klasy. Gdy chwyciłam plecak przewiesiłam go przez ramie, a segregator chwyciłam w dłonie.



- Pani Kane, proszę pozwól do mnie. - Nauczyciel siedział wygodnie przy biurku.
- Przepraszam jeszcze raz za spóźnienie. - Dziewczyna z  jeszcze raz na wszelki wypadek przeprosiła. A w zamian usłyszała jego niski śmiech. 
- Nie chodziło mi o to. Ale nic się nie stało. Chciałem się zapytać czy przerabiałaś w starej szkole Romeo i Julie ? 
- Ni- nie - Dziewczyna niepewnie odrzekła. Czytała ten dramat nie raz, ale nigdy nie przerobiła go jako lekturę szkolną. Zdziwiła się też na nie wiedzę nauczyciela. Może nikt tu nie wie że była za kratkami, a może oznacza to że los daje jej kolejną szanse ?
- To masz szanse. Masz tu książkę przygotuj się, nie oglądaj tych zmutowanych filmów, tylko przeczytaj. - Wzięła od nauczyciela cienką książkę i odeszła w stronę korytarza.  

~*~

Popatrzyła na plan. Lekcje miała codziennie takie same. Jednie się różniły salami i godzinami.
Między innymi: 

1. Angielski
2. Chemia
3. Matematyka
4. Muzyka
5. W-f


Tak, jestem w ostatniej klasie i mam tylko tyle lekcji. Codziennie takie same, już to widzę jak w dzień w dzień jest ta sama monotonna nuda. Podeszłam do szafki numer 2217, wszystko wskazuje że jest to moja. Wpisałam kod w czytnik, po czym się otworzyła. Wsadziłam tam moją kurtkę i plecak. Skierowałam się do klasy SP89. Nagle przypomniałam sobie istotny fakt iż w klasie miał być Zayn, a może nawet Per, Perri? Nie ważne. Ku mojej uwadze do szkoły wszedł zielonooki, lecz po chwili dołączyła do niego śliczna brunetka. Co ja sobie myślałam że przyszedł do mnie!? Ale jestem głupia, głupia, głupia. Czemu wszystkie dziewczyny są tu takie idealne!? Kolejny punkt do mojej listy pod tytułem "CZEMU ADEL TU NIE PASUJE!"

Dziewczyna schowała głowę w głąb szafki, lecz po chwili usłyszała charakterystyczne chrząknięcie, a już myślała że będzie tak pięknie.
- Cześć. - Obróciła się pomału twarzą do loczka.
- Hey. - Chciała by zabrzmiało poważnie, a wyszło jak piskliwe dziecko.
- Przepraszam za moje zachowanie.. - Skierował swój wzrok w usta dziewczyny, które przygryzała gdy się denerwowała. - Jestem Harold Styles. - Dziewczyna momentalnie uniosła swoje kąciki ust ku górze.
- Adel. - Nie chciała by nazywał ją pełnym imieniem więc skróciła.
- Adelaida !... - Zza zakrętu wyszedł Zayn, tym razem sam. - Harry? 
- Adelaida. Ładne imię.- Uśmiechnął się szarmancko po czym zmierzył dziewczynę ostatni raz i odszedł zanim Zayn się koło nich pojawił.
- Co on tu robił ? - Chłopak od razu zaczął wypytywać Adel, która sama do końca nie wiedziała.

wtorek, 1 kwietnia 2014

4.

~*~

Stała przed domem rozkoszując się ciszą i czystym powietrzem. Pogoda była bardzo atrakcyjna jak na jeden z londyńskich jesiennych dni. Dziewczyna rozglądała się wzrokiem po okolicy, studiując również różnorakie barwy, które znajdowały się na drzewach oraz ziemi w postaci kolorowych liści o różnych kształtach. Usiadła na jednym z trzech stopni prowadzących na ganek. Rozmyślając o szkole, przyszłości, pracy. Czy będzie na tyle silna by wszystko ze sobą pogodzić? Nastolatka, oczywiście uczyła się w zakładzie karnym lecz lekcje bardziej różniły się od tych w prawdziwej szkole. Była również bardzo inteligentna, można powiedzieć że każdą wolną chwile poświęcała nauce, czytając lektury oraz szkicując co jej do głowy przyjdzie. Oczywiście były to jakieś bazgroły, które po ukończeniu wyrzucała. 

Z rozmyśleń wyrwał ją Zayn, który wyszedł z domu. Pomału wstała i otrzepała ręce z niewidzialnego kurzu, a mulat przez ten czas zabezpieczył drzwi. 
Dziewczyna patrzyła na chłopaka z dezorientacją gdyż zamiast wyjechać z garażu autem, wyjechał raczej motorem. 
- Masz, ubierz to. - Podał dziewczynie czarny kask, który przyjęła nie chętnie. Na co chłopak zwrócił uwagę. - Przyznaj się że nigdy nie jeździłaś na motorze. - Szarmancko się uśmiechnął. Na co dziewczyna spuściła głowę patrząc na swoje trampki. Było jej się wstyd przyznać że kiedy była młodsza nie miała okazji, a potem trafiła w to okropne miejsce, które nie wspomina za dobrze.
- Nie bój się. - Wziął od niej kask. - Albo mam pomysł. - Adel patrzyła na chłopaka, który wyciągnął z tylnej kieszeni czarny dotykowy telefon i przyłożył do ucha.

- No cześć. Mam sprawę. - Patrzyła na chłopak z dezorientacją.
- ....
- Jesteś już w szkole? - Nie spuszczał ze niej wzroku.
- ....
- haha no prawda, a mógłbyś  przyjechać po mnie. - Podrapał się po karku. - Nie, nie zepsuł, z Ter jest wszystko w porządku. Raczej chodzi o moją ... - Przerwał po czym się zamyślił. Adelaida popatrzyła na czarno- niebieski motocykl, który z boku miał napis Ter. - Kuzynkę. - Dodał.
- ...
- Dobra, za trzy minuty pod moim domem odliczam czas. - Skończył rozmawiać, ale za to włączył stoper i odliczał czas. 

Kiedy zaczął odliczać na głos od pięciu do zera pod domem pojawił się czerwony przeplatany z czarnym sportowy wóz. Każda nastolatka była by w siódmym niebie, ale jej to było obojętne, gdyż nie znała się na samochodach w dodatku sportowych. Dziewczyna odruchowo spojrzała na zegarek, który widniał na jej ręce po czym znieruchomiała do rozpoczęcia zajęć zostało dziesięć minut, a ona musiała się udać do sekretariatu.
Chłopak podszedł do szyby od strony kierowcy po czym zaczął zawzięcie konwersować. 
Patrzyła na niego i nie wiedziała co ma myśleć lub zrobić. W pewnym momencie Zayn przywołał ją gestem ręki do siebie, na co posłusznie ruszyła w jego stronę. 
- Mój przyjaciel Cię zawiezie. - Wyjaśnił sytuację.
- Dziękuje. - Posłała mu blady uśmiech, Malik otworzył jej drzwi jak prawdziwy dżentelmen, które zamknął, kiedy siedziała w środku.
Pierwsze co zrobiła to chwyciła za pas bezpieczeństwa i je po prostu zapięła, na co usłyszała rozbawienie kierowcy. Zamurowało ją kiedy popatrzyła na chłopaka, a raczej mężczyznę z czekoladowymi lokami i zielonym oczami. Przełknęła głośno ślinę, nie spuszczając wzroku z jego pięknych oczu. Był to ten sam chłopak co bez słowa przyniósł pijanego Malika.  
Młoda kobieta bała się odezwać do nieznajomego, więc postanowiła że jeżeli on pierwszy nie zacznie rozmowy to ona również nie będzie przerywać tej błogiej ciszy. 
Zielonooki włączył radio z którego wypłynęły pierwsze dźwięki francuskiej piosenki, lecz po chwili przełączył stację i teraz pomieszczenie było przepełnione muzyką klubową. 
Po czym odpalił silnik ruszając z piskiem opon. Kiedy byli już w drodze do szkoły chłopak rozpędzał samochód do zawrotnej prędkości wbijając dziewczynę w siedzenie. W bocznym lusterku widziała że Zayn jedzie za nimi, więc nie była tak bardzo spięta. 
Byli już pod budynkiem nazywanym szkołą w co najmniej pięć lub sześć minut, co było bardzo imponujące gdyż odcinek pomiędzy tymczasowym domem, a szkołą liczyła co najmniej 25 km .
Popatrzył na dziewczynę i lekko przygryzł swoją wargę na co dziewczyna się speszyła. Za nim się obejrzała stała koło przyjaciela, a nieznajomy odjechał.

~*~ 

Szkoła została otaczana ze wszystkich stron grupkami dzieciaków. No oczywiście jak w każdym liceum są grupki dzielące całą szkołę na swoje terytoria. Ja nie miałam zamiaru poddawać się tym śmiesznym rozdziałom. Będę siedzieć gdzie będzie mi najwygodniej, a nie tam gdzie mi bogate i popularne dzieciaki wskażą. W szkole górowały dwa kolory między innymi czerwony i czarny. Na ścianach widniały również przeróżne plakaty informujące o meczach, naborach do sekcji dekoracyjnej, balu przebierańców. Było tego mnóstwo. 
Musiałam się pośpieszyć by wejść przed dzwonkiem do sekretariatu. Tak jak mi wytłumaczyła Beth. 

Szłam cały czas za chłopakiem, widziałam że ktoś nas obserwuje, a potem szepcze. Nie podnosiłam głowy, mój wzrok był skierowany na ziemie. 
Zatrzymaliśmy się przed szklanymi drzwiami.
- Jesteśmy. - Uświadomił mnie Zayn. - Zaczekać na ciebie? 
- Nie, nie trzeba i tak dla mnie bardzo dużo zrobiłeś. - Mówiłam wpatrując się w szklane drzwi. Lecz po chwili przeniosłam wzrok na dziewczynę która rzuciła się na chłopaka piszcząc. 
Chłopak nie zastanawiając się pocałował ją czule. Zrobiło się niezręcznie, ale tylko ja to odczuwałam chyba. 
- To jest Perrie. - Wskazał na dziewczyna, która była cała w skowronkach. Była idealna, taka śliczna. Taka jaka ja nigdy nie będę.
- Cześć! - Przytuliła mnie, a zarazem bardzo zaskoczyła. 
- No hej.. - Odpowiedziałam nieśmiało blondynce.
- To jest Adelaida. - Wtrącił się Zayn. Nie lubiłam swojego imienia więc poprawiłam chłopaka.
- Adel. - Nie mal krzyknęłam do Perrie, na co wybuchła śmiechem. - Przepraszam, ale muszę załatwić wszystko. - Popatrzyłam na drzwi, a potem na tych młodych ludzi. 
- Widzimy się potem! - Niemal dziewczyna skakała z radości, ucałowała mnie w policzek na co się speszyłam. Nikt nie ukazywał mi takich uczuć, a tym bardziej nowo poznane osoby. Perrie kipiała nie mal z pozytywnej energii, czemu ja taka nie mogę być !? 

poniedziałek, 31 marca 2014

3.

~*~ 

Dzwoniący budzik obudził dziewczynę, która w szybkim tępię go wyłączyła i usiadła na skraju łóżku przeciągając się. Była bardzo podekscytowana lecz również zestresowana. Pierwszy dzień szkoły od dwóch lat. Znów może poczuć się normalną dziewczyną.. Poprawka ona nigdy nią nie była i nie ma zamiaru się stać. Został jej jeszcze ostatni rok nauki, postanowiła się nie wychylać. Zostać totalnie nie zauważalna. Stanęła boso na zimnych panelach, przez które po całym jej ciele przeszedł nie przyjemny dreszcz. Wyciągnęła z szafy przetarte jasne jeansy oraz białą koszule. Po chwili była ubrana i ruszyła do łazienki by umyć zęby. Gdy otworzyła drzwi była zaskoczona. Na lustrze wisiała żółta karteczka, podeszła i jednym zwinnym ruchem odkleiła papier od lustra. 


"  
 Cześć słońce!
 Jak znam życie to Zayn jeszcze śpi. Jak możesz obudź tego lenia. 
 Na lustrze zostawiłam Ci parę kosmetyków jeśli zechcesz skorzystać nie krępuj się. Po szkole Zayn zabierze Cię na zakupy, na pewno zechcesz odświeżyć garderobę. 

Całuje Beth! xxx''

Na twarzy dziewczyny pojawił się szczery uśmiech. Pani Malik była jedyną osobą, która się nią przejmowała. Potrząsnęła głową by wyrzucić te wszystkie smutne myśli że nie ma nikogo na świecie. Podeszła do umywalki na której znajdowała się nowa szczoteczka oraz jak pisała kobieta kosmetyki. Dziewczyna po wyszczotkowaniu zębów, zaczęła się ponownie rozmyślać czy zacząć się malować. W więzieniu raczej nie miała dostępu do kosmetyków więc nie jest pewna czy nie wyszła z wprawy. Chwyciła eyeliner lecz po chwili go odłożyła, za bardzo jej się ręka trzęsła, postanowiła że wytuszuje tylko rzęsy i nałoży balsam ochronny na usta. Po chwili zaś zatraciła się w myślach przeszłości kiedy po raz pierwszy Alison ją pomalowała.

Retrospekcja

- Nie mrugaj. - Nakazała starsza dziewczyna trzymając w ręce czarny tusz.
- Ale się boję, przecież wydzióbiesz mi tym oko! - Mówiła przerażona nastolatka. Dziewczyna westchnęła głośno po czym uchwyciła twarz siostry. 
- Zaufaj mi będzie idealnie. - Szepnęła uspakajając młodsza siostra. Po kilku minutach była gotowa, Alison uśmiechnęła się na sam widok jej końcowej pracy.
- Wszystkiego najlepszego Dula. - Obróciła czternastolatkę do lustra by zobaczyła efekt końcowy. 
Wyglądała jak młoda kobieta. Pamięta że wtedy siostra została z nią za miast iść na randkę, a rodziców jak zawsze nie było.





Na samo wspomnieni po jej policzku popłynęła pojedyncza łza. Była bardzo zżyta z starszą siostrą. Zawsze była kiedy potrzebowała tego, pomagała jej w lekcjach, chłopakach, imprezach i z dziewczynami, które dokuczały małej Duli w szkole. Tłumaczyła małej zapłakanej dziewczynce, że zazdroszczą jej urody. Była dla niej jak matka, tata, siostra i przyjaciółka razem wzięci. Do dziś się obwinia za śmierć Alison, przecież mogła zawrócić, a nie słuchać pijanej dziewczyny. Przecież to ona była ta trzeźwa. 
Wytarła mokry policzek sprawdzając czy nie rozmazała się, gdy było w porządku udała się do pokoju Zayna. 
Lekko zapukała w drewniane drzwi, po czym uchyliła je, a jej oczom ukazał się rozłożony i zawinięty po samą szyję chłopak.
Wczoraj nieźle zabalował ale musiała go obudzić, była już godzina 8:24, a o dziewiątej zaczynają się lekcje.
Podeszła do łóżka, uklękła by być na wysokości twarzy chłopaka.
- Hej, obudź się. - Potrząsała lekko chłopakiem, ale nic. Zero jakieś reakcji.
- No musisz już wstawać. Zayn proszę. - Powiedziała nieco głośniej.
Gdy chłopak nadal nie reagował zabrała mu pościel ale nadal nic. 


Popatrzyłam na stolik gdzie leżała szklanka wody, już miałam chytry plan w głowie. Chwyciła ją po czym jednym chlustem oblałam chłopaka. Na co momentalnie otworzył oczy.

- No wstałeś już! - Była pewna siebie, a uśmiech widniał na jej rozpromienionej twarzy. - To teraz możesz się ubrać i iść do szkoły.
- No widzisz pierwszy raz widzę Cię rano, a już mi mokro na twój widok. - Nie przemyślał odpowiedzi, a dziewczyna się zarumieniła. - Ekhm..- Odchrząknął. 
- To ja poczekam na dole. - Wykrztusiłam z siebie.
- Ta.. Tak będzie lepiej. Zaraz będę. - Wyszła z pokoju biorąc z pokoju jeszcze czarny plecak i znoszone czarne trampki.


==============================================
PISAĆ DALEJ? 
CZY RACZEJ NIC Z TEGO NIE BĘDZIE?
PROSZĘ O OPINIE W KOMENTARZY, BO SIĘ WAHAM CZY USUNĄĆ BLOGA :) 
ZAPRASZAM NA POZOSTAŁE MOJE DZIEŁA. ♥
DO ZOBACZENIA WKRÓTCE;)


niedziela, 30 marca 2014

2.

~*~

Dziewczyna upadła na zimną, wyłożoną ciemnymi panelami podłogę.  - Przepraszam, to moja wina. - Spojrzała w górę by zobaczyć w połowie ubranego Malika, oczywiście jej policzki nabrały czerwonego koloru. W więzieniu nie było jej dane oglądać takich widoków. - Nic Ci nie jest? - Przerwał jej rozmyślenia, po czym podał jej dłoń by pomóc wstać. Chwyciła swoją małą rączką jego większą, a po chwili już stała. Potrząsnęła głową na boki, dając do zrozumienia że nic jej nie jest. - Na pewno? Mama by mnie chyba zabiła, jakby Ci się coś stało. - Uśmiechnął się do niej, na co ona nie była mu dłużna. - Nie nic mi nie jest. - Utwierdziła go. 
- No mam nadzieje. Idziesz już na kolacje ?
- Yhm. - Mruknęła.
- To chodź. - Chwycił ponownie jej drobną dłoń, po czym skierowali się do kuchni, gdzie stał na środku duży okrągły stół z czterema krzesłami. Pani Malik krzątała się przy kuchence, nakładając na talerze pięknie pachnące danie. 


~Adel~
Wybrałam miejsce koło Zayna, był bardzo miły dla mnie. Przed nosem został mi postawiony biały talerz ze spaghetti. 
- Mam nadzieję że lubisz makaron. - Odezwał się chłopak. Spojrzałam na niego.
- Tak, jasne. - Wzięłam widelec i zaczęłam nawijać makaron na końce. 
- To dobrze, bo mama ma obsesje na tym punkcie. 
- Proszę? - Kobieta stała koło Zayna, trzymając w ręku garnek z sosem. 
- No mamo taka prawda. Już czwarty dzień z rzędu gotujesz makaron. - Beth odłożyła sos na środek stołu i zajęła miejsce obok mnie.
- Tak, to proszę jutro ty robisz obiad! 
- O nie, nie. Chcecie chyba przeżyć. - Zaczął się bronić.
- Tak synku, jutro będę nieco później. Przypilnujesz Adel? - Przecież nie jestem dzieckiem, na mojej twarzy widniał grymas niezadowolenia. - O Adel, źle to zabrzmiało. Chodziło mi o to by Cię zwiózł i odwiózł. - Posłała jej przepraszający uśmiech.
- Przecież to w tą samą stronę, więc nie ma problemu. Nie wykręcisz się już. - Posłał jej kuksańca w bok. 


~*~
Resztę wieczoru minęła spokojnie, po kolacji Adel udała się do sypialni bo była zmęczona, Beth zaczęła zmywanie, a Zayn wyszedł z domu na imprezę.
Adel nie mogła zrozumieć, jak można chodzić na imprezy dzień przed szkołą. 


~*~

Ból, krzyk, płacz. Jej oczy piękne oczy, które się zamknęły i nigdy nie otworzą.
Usiadła na łóżku cała spocona. Od tego wydarzenia śni się jej ta sama scena.. Scena śmierci Alison. Wytarła mokre policzki, od słonej cieczy. Spojrzała na prawo by ujrzeć budzik (3:32). Wie że już nie zaśnie, za bardzo się boi. Postanowił iż pójdzie do kuchni po szklankę wody.
Zarzuciła na siebie dużą granatową bluzę, po czym skierowała się do kuchni. Gdy była już na dole, przy drzwiach wejściowych. Usłyszała że ktoś próbuje je otworzyć. Powoli podeszła w stronę drzwi i je otworzyła. Przed nią stało dwóch chłopaków. Był to jakiś chłopak, który swoje loki miał zaczesane do tyłu. Podtrzymywał pijanego Malika, który nie mógł ustać na nogach.
- Cześć Słońce. - Malik przerwał ciszę. Mężczyzna się nie odezwał, ani słowem. Zaprowadził Zayna do jego pokoju, ~ czyli że bywa tu często. ~ Pomyślała nastolatka. Po czym wyszedł również bez słowa. Adel stała z boku i przyglądała się całej sytuacji. Nieznajomy, ani na chwilę nie zwrócił uwagi na dziewczynę.

sobota, 29 marca 2014

1.

"Dwa lata później"

Muzyka.

Siedziała na brązowym drewnianym krześle na przeciw starszej kobiety. Jest jej dobrze znana, jest jej kuratorem. Jej wzrok skanuje dokumenty, a potem przenosi się na dziewczynę, która bawi się palcami. Przeciera swoje zmęczone oczy, po czym przerywa ciszę, w której można było usłyszeć tykanie starego zegara.
- Cieszysz się że wychodzisz? - Uśmiecha się do brunetki, po czym upija kawę ze swojej szklanki czekając na odpowiedź. - Adel, cieszysz się że wychodzisz? - Kobieta powtórzyła pytanie, a dziewczyna wyprostowała się szybko przenosząc wzrok na pomarszczoną twarz kuratorki. Adelaida jest zamkniętą dziewczyną od czasu wypadku... Różni psycholodzy spotykali się z brunetką, lecz żaden nie umiał jej pomóc. Może po prostu ona nie chciała czyjeś pomocy.
-  Oczywiście. - Po chwili wydusiła z siebie.
- Skończyłaś już osiemnaście lat więc możesz zamieszkać sama. Chyba że.. - Adel szybko jej przerwała, nie chcąc usłyszeć dalszej części, wie że ją to zrani.
- Tak chcę zamieszkać sama. - Dała jej do zrozumienia że nie ma żadnego chyba.
- Dobrze, dostaniesz mieszkanie od państwa lecz nie spodziewaj się żadnych luksusów. - Starsza kobieta patrzyła w prost na bezbronną dziewczynę, nie powinna znajdować się tu gdzie teraz siedzi, powinna bawić się, korzystać z życia. - Będziesz musiała chodzić regularnie do szkoły i znaleźć pracę by utrzymać swoje miejsce zamieszkania. Nie możesz sobie pozwolić na konflikt z policją. Bo jeżeli coś na rozrabiasz wracasz do więzienia.
- Jak mam znaleźć pracę. Przecież nikt mnie zatrudni po tym jak się dowie że przebywałam przez rok w poprawczaku i rok w więzieniu.. - Kobieta nie odrywała wzroku z młodej osoby.
- Oczywiście. Pomogę Ci znaleźć pracę. - Zaczęła coś grzebać w szufladzie. - O już masz! - Krzyknęła radośnie. 
- Proszę? - Młoda osoba była zszokowana, jak ?
- Moja dobra znajoma ma kawiarnie. Pomożesz jej. - Od razu wyjaśniła.- Adel, nie znamy się od dziś. - Wstała ze swojego krzesła, po czym skierowała się w stronę dziewczyny, klękając przed nią. - Kochanie będzie dobrze. Nie martw się. Będę cię sprawdzać co jakiś czas i pomagać jeśli tego będziesz chciała. 
- Naprawdę dziękuje pani. - Przytuliła się do starszej kobiety, była dla niej jak matka, której nie miała. Tyle dla niej zrobiła, od zawsze się nią opiekowała. Nie traciła wiary we nią. 
- Przez parę dni zamieszkasz u mnie dobrze? Na czas szukanie dla ciebie mieszkania. - Posłała jej swój najpiękniejszy uśmiech.
- Dziękuje Ci Beth.
- Nie dziękuj mi, jesteś tego warta. - Ucałowała jej rękę.

~*~
Adelaida siedziała na miejscu pasażera, koło Beth. Jechały w ciszy, którą przerywało radio. Kierowały się w stronę domu, Adel zastanawiała jak będzie wyglądać. Znały się dwa lata, a nigdy nie poznała jej rodziny, ani nie rozmawiały o niej. 
Dziewczyna strasznie się stresowała, a ręce się jej pociły. To jej pierwszy dzień od dwóch lat na wolności. 
Beth zauważyła że dziewczyna się stresuje, więc postanowiła przerwać nie zręczną ciszę.
- Adel, będzie dobrze. - Na chwilę spojrzała w jej stronę.
- Ta- tak. - Jąkała się dziewczyna, zawsze to robiła jak była zestresowana lub się bała.
- Może chcesz coś wiedzieć, o mojej rodzinie. - Adel zawsze interesowały te szczegóły, ale nigdy nie miała odwagi spytać.
- Emm.. Masz dzieci? - Zapytała niepewnie.
- Oo tak, dziecinko. Mam syna, który jest o rok starszy od ciebie. Jest nie do zniesienia, no wiesz zbuntowane dziecko... Ma na imię Zyan. - Odpowiedziała na jednym wydechu. - Jeśli chcesz będzie mógł Cię odwozić do szkoły.
- Nie, nie chcę sprawiać problemu. - Odpowiedziała słabym głosem.
- O nie dziecinko, to żaden problem. Jutro Cię odwiezie! To będzie dobry pomysł, no wiesz będziecie razem w jednej klasie będzie mu po drodze, pozna Cię z nowymi osobami. - Uśmiechnęła się zachęcająco.
- Przepraszam, ale czy pani syn nie.. Przepraszam, to nie moja sprawa. - Zmieszana dziewczyna zaczęła bawić się palcami.
- Nie przepraszaj! Nie zdał ostatniej klasy, a taki z niego mądry dzieciak.. - Twarz pani Malik się zmienił w zamyśloną.
Resztę drogi jechały w ciszy. Gdy byli już na miejscu, Adel ujrzała duży rodzinny biały dom. Wyglądał na przytulny, jedno piętrowy.
- No i jesteśmy! - Odezwała się kobieta gasząc silnik. Popatrzyła się w stronę przerażonej dziewczyny, która przyglądała się domowi. Ujęła jej dłoń. - Będzie dobrze, jesteś dla mnie jak córka. Jestem z ciebie dumna, Adel. - Mówiła to szczerze, wie że nie powinna była się tak przyzwyczajać do nastolatki, gdyż kiedy się skończy ta sprawa dostanie nową. Lecz naprawdę pokochała tą dziewczynkę, zawsze marzyła o takiej córce. 
Obydwie wszyły z auta, trzaskając drzwiami w celu zamknięcia. 
Kiedy nastolatka chciała wyciągnąć z bagażnika plecak, kobieta zatrzymała ją. - Zayn to weźmie, chodź zrobimy coś na obiad. 
- Nie, nie trzeba. To tylko jeden plecak. - Odezwała się dziewczyna. Nie było potrzeby by wzywać chłopaka, gdyż posiadała tylko jeden plecak, nic więcej. W więzieniu nie potrzebowała ubrać, tak jak w poprawczaku, więc nie wiele miała.
- No dobrze. - Kuratorka podeszła do bagażnika i go otworzyła, a dziewczyna szybko zabrała czarny plecak, który dostała z okazji pierwszego dnia szkoły od Beth. 
Kiedy były przed drzwiami, kobieta się zatrzymała wyciągając z kieszeni dwa komplety kluczy.
- Proszę. - Podała jeden, który był ze złotą zawieszką "A". Dziewczyna patrzyła pytającym wzrokiem. - Nie wiadomo kiedy coś znajdą, a gdy nas w domu nie będzie musisz jakoś wejść. - Uświadomiła brunetkę, która podziękowała i wzięła kluczę. 

- ZAYN CHODŹ TU! - Krzyknęła matka Malika. Po paru minutach na dole pojawił się chłopak. Był bardzo przystojny, a przede wszystkim wyższy od nastolatki. Dziewczyna się uśmiechnęła niewinnie.
- Poznaj to jest Adelaida. Będzie z nami mieszkać i uczęszczać z tobą do klasy, mógłbyś być tak miły i pokazać wszystko Adel? 
- Oczywiście! Witaj jestem Zayn. - Wyciągnął do Adel rękę, ukazując biały uśmiech.
- Cześć Adel. - Ujęła dłoń chłopaka, lekko potrząsając. 
- Dobra ja zrobię obiad bo umieramy z głodu, a ty ją oprowadź po domu i pokaż sypialnie. - Rozkazała matka, po czym otworzyła lodówkę.
- Chodź za mną. - Nakazał chłopak, a ona chwyciła szybko jeszcze za torbę i rzuciła się za chłopakiem, który był już w połowie schodów. Pokazał jej gdzie jest łazienka, sypialnia Beth, salon, a na koniec jej pokój. 
Była bardzo zadowolona z jej nowej sypialni. Żadnych krat, przede wszystkim. Sypialnia była urządzona w kolorystyce niebiesko-szarej. Pierwsze co zrobiła po przekroczeniu, to rzuciła się na łóżko. - O boże, jakie wygodne. - Szepnęła z zadowoleniem pod nosem.
Lecz chłopak usłyszał jej wypowiedź, a uśmiech mu sam się na niósł na usta. Zayn usiadł na łóżku, koło Adel. 
- Ile masz lat? - Zapytał zaciekawiony. 
- Dziewiętnaście, skończone w marcu. - Odpowiedziała.
- Yhm... - Zamyślił się chłopak. - Fajnie że z nami zamieszkasz. No wiesz mieszkamy sami z mamą, a teraz taka piękność będzie mieszkać z nami. - Potarł ręką o kark. Adel uśmiechnęła się do chłopaka, po czym odpowiedziała. 
- Dziękuje, też się cieszę. Mam nadzieje że nie sprawię Ci żadnych kłopotów. 
- Hehe, dziś jest impreza. Możee.. 
- Przepraszam, ale chcę się wyspać do szkoły. - Dziewczyna nie miała ochoty na imprezowanie, nie tego chciała. Chcę jak najszybciej wsiąść gorący prysznic i odpocząć po długiej jeździe. 
- No dobrze, nic nie szkodzi. - Chłopak wstał i pomału zaczął opuszczać sypialnie. Obrócił się gdy już był jednym krokiem od wyjścia. - Jeśli zmienisz zdanie wiesz gdzie mnie szukać. - Uśmiechnął się, po czym wyszedł.

Gdy została sama rozejrzała się po pokoju, po czym rozpakowała nie wielką ilość ubrań, układając przy tym by było schludnie. Na biurku dostrzegła przybory do szkoły, między innymi parę zeszytów, piórnik z wyposażeniem. Dziewczyna podeszła do okna by lepiej się rozejrzeć po okolicy. Zauważyła że jej okno znajdowało się z przodu domu, czyli ma wgląd na ulicę. Ujrzała dziecko, które jeździło na rowerze rozwożąc gazety. Dziewczyna się zdziwiła, gdyż na jej osiedlu robiono tę czynność rano, a nie.. spojrzała na czarny budzik, który stał na szafce nocnej. Zauważyła że na budziku widnieje czas 17:56. Jej uwagę zwrócił Zayn, który zapukał i wszedł do pomieszczenia z dwoma białymi tkaninami. 
- Mama prosiła by Ci to dać. - Podał dziewczynie białe puchowe ręczniki. 
- Dziękuje. - Szepnęła w stronę chłopaka. Wyglądał na miłego, właśnie teraz zauważyła na jego umięśnionych rękach liczne tatuaże, które przedtem były zakryte przez rękawy jego czarnej bluzy. 
- A i jeszcze coś. Powiedziała jeszcze że obiad będzie o siódmej i że jak chcesz się odświeżyć to śmiało możesz. - Przypomniał sobie Malik, po czym wtórny opuścił pokój.
Dziewczyna zebrała swoje nie liczne kosmetyki i świeżą parę ubrań.

Weszła do dużej białej łazienki, po wejściu najpierw odkręciła gorącą wodę by napełniła dużą wannę. Kiedy woda już wypełniała w połowie białą wannę, rozebrała się i zanurzyła w cieczy, która parowała. - Tego mi brakowało. - Szepnęła sama do siebie.

 W więzieniu były wspólne prysznice, na dodatek czuła się nie komfortowo, gdy strażnik jej się przyglądał z pożądaniem. Przypomniała sobie pewne zdarzenie, które zdarzyło się pod czas pobytu w więzieniu. Kiedy to młody strażnik zaczął się do niej dobierać, niestety zatrzymała go solidnym kopnięciem w kroczę, lecz on nie był jej winny i oddał jej uderzeniem w twarz z otwartej ręki. Wzdrygnęła się na te nie przyjemne wspomnienie. 

Po około dwudziestu minutowej kąpieli postanowiła już opuścić lodowatą wodę. Osuszyła swoją pomarszczoną skórę białym puchatym ręcznikiem, ubrała w dresowe szare spodnie i czarną bokserkę. Włosy zaczesała do tyłu, a brudne rzeczy wrzuciła do kosza z brudami. Po czym w zamiarze opuszczenia łazienki, uderzyła w kogoś swoim drobnym ciałem.

Prolog.

~*~
W dobry humorach wyszłyśmy z klubu. Alison był nie co pijana, dlatego ją podtrzymywałam. Śmiałyśmy się, śpiewaliśmy idąc do naszego mieszkania. Rodzice oczywiście byli w delegacji i zaś zostawili nas same. Alison jest moją starszą siostrą, jest moim autorytetem. Wszyscy nie wieżą kiedy mówimy że jesteśmy siostrami bo mamy taki dobry kontakt, jedynie co ich przekonuje to wygląd, jesteśmy jak dwie krople wody. Wyciągnęłam telefon z tylnej  kieszeni moich obcisłych białych jeansów, po kliknięciu, na wyświetlaczu dużymi cyframi pojawiła się godzina 02:04. Czyli był już poniedziałek, a ja za parę godzin mam wstać do szkoły. Haha, nie doczekanie. Weszliśmy w jedną z najciemniejszych i najniebezpieczniejszych ulic. Nie mam pojęcia jak się tu znalazłyśmy, ale jeśli zawrócimy to w domu będziemy dopiero po trzeciej. 
- Alison co robimy? - Zapytałam się pół przytomnej siostry. 
- Chodź! - Pociągła mnie dalej. Po chwili zauważyliśmy grupkę jakiś mężczyzn, nie powiem ale obleciał mnie strach. Przycisnęłam się bardziej do siostry, która z ledwością stała. 
- Nie bój się Dula, mam w torebce gaz pieprzowy. - Zaśmiała się, a jej głos rozniósł się po ulicy, zwracając uwagę na nas. Grupka zaczęła kierować się w naszą stronę. Strasznie się bałam.
- Witam panie! - Odezwał się jeden z tych o blechów. - Może się zabawimy. - Nie było to pytanie, lecz twierdzenie.
- Nie dziękuje, śpieszymy się. - Odezwała się cicho, chcąc wyminąć ich. 
- No nie sądzę. - Zaczęli zbliżać się w naszym kierunku i kiedy byliśmy twarz w twarz, moja siostra psiknęła im w oczy gazem. 
- KURWA MAĆ! BRAĆ TE SUKI! - Wykrzyczał mężczyzna, który tarł oczy.
Nagle jeden z nich wyciągnął nóż. Zbliżał się, a my nie miałyśmy jak uciec.

Kiedy po chwili zorientowałam się że dwóch z nich mnie trzyma, a ten z nożem przywarł Alison do muru zaczęłam krzyczeć i piszczeć. - Proszę nie rób jej nic! - Krzyczałam. 
Nagle Dziewczyna kopnęła go w kroczę, a chłopak jednym ruchem wbił dziewczynie nóż w brzuch.. Mój świat stanął. 
- ALISON! - Zaczęłam krzyczeć i biegnąc w stronę dziewczyny, która wyjęła nóż z brzucha, po czym się osunęła po brudnej ścianie. Chłopak stał nad nią nie ruszając się, był w szoku. Nawet nie wiem kiedy podniosłam nóż i.. i wbiłam chłopakowi w serce. Dopiero teraz zobaczyła jego niebieskie oczy. Przecież ja zabiłam człowieka, Adel która nie skrzywdziła by nawet muchy, zabiła człowieka. Uklękłam koło dziewczyny, płacząc. Chwyciłam jej głowę z brązowymi lokami i położyłam na swoich kolanach głaszcząc jej różowy policzek. Dziewczyna z ledwością patrzyła w moje oczy, jedna łza wydostała się z jej czekoladowego oka.
- To nic nie boli.. - Przemówiła słabo.
- Proszę Alison ! Nie opuszczaj mnie... - Szepnęłam przez łzy.
- Coś ty zrobiła, Dula.. Ko- kocham Cię! -
Po czym zamknęła swoje brązowe oczy.
- Alison nie..Nie.. NIE, NIE OTWÓRZ TE PIERDOLONE OCZY! Otwórz...






~*~

Stałam na cmentarzy, gdzie odbywał się pogrzeb moje dziewiętnastoletniej siostry. Byłam ubrana w czarną sukienkę na szerokich ramiączkach, jej ulubiona. Włosy miałam rozpuszczone, które rozwiewały na wietrze. Ksiądz mówił kazanie, nie słuchałam go jak nikogo innego. Byłam wpatrzona w jej zdjęcie, które zrobiłam jej kiedy stała razem z Isaacem przed pocałunkiem, tacy zakochani. Nie było go tu.
Nie mogło do mnie dojść to że jej już nie ma, i że nie wróci. Że nie przyjdzie do mojego łóżka, i nie nazwie mnie Dula. Tylko ona mnie tak nazywała. Po moim policzku płynęły coraz to nowsze łzy. 
 
~*~ 

Nagle zaczął padać deszcz. Pogrzeb już się skończył, popatrzyłam na rodziców. Mama była przytulona do ojca i płakała. Zaś ojciec patrzył na mnie jakby to ja ją zabiła... 
Tak naprawdę po tym zdarzeniu tylko raz z nimi rozmawiałam... Powiedzieli że nie chcą mnie znać i że obydwie córki jak dla nich zginęły. 

Nagle ciepła ręka dotknęła moich pleców, odwróciłam się była to Beth.. Moja kuratorka. 
- Musisz już wracać do poprawczaka. - Powiedziała ze smutkiem w głosie.
 Popatrzyłam się ostatni raz na dziurę gdzie znajdowała się moja siostrzyczka, po czym rzuciłam tam jej ulubiony kwiat. Lilie, którą trzymała w ręce.
- Chodźmy.. - Szepnęłam do starszej kobiety.